Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie - Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie - Rosja. Pokaż wszystkie posty

14 lipca 2011

Mikołaj Gogol - Martwe dusze

Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1949
Pierwsze wydanie: Мёртвые души, 1842
Stron: 288
Tłumacz: Władysław Broniewski

Wreszcie! Zawsze miałam swoje małe molowe kompleksy na punkcie kompletnej nieznajomości sławnego Gogola. W końcu mistrz Dostojewski już twierdził "My wszyscy z niego" i jeśli miał na myśli literaturę rosyjską jako taką, to pozostaje mi tylko przytaknąć, bowiem szybko zauważa się jak ci wielcy (Dostojewski, Tołstoj, Czechow) musieli zaczynać sami od czytania Gogola. Już w nim jest ten specyficzny rosyjski nerw, to specjalne opisanie świata i uważny obserwator Rosjan i ludzkiej natury ogólnie.

Zupełnie zaskakujące było dla mnie odkrycie, że Gogol napisał Martwe dusze w wieku 32 lat. Napisać w tym wieku powieść wieńczącą pisarską karierę, uznaną później za jego najświetniejsze arcydzieło; książkę zaliczaną do światowego kanonu i czytaną do dzisiaj! A przecież nie raz miałam wrażenie, że napisał to jakiś staruszek, z siwą brodą, opatulony kocem, z pomarszczoną twarzą, pełen gorzkiej wiedzy i rozczarowania ludźmi... Plany były wielkie: miał to być początek trylogii, jak się wydaje, o Rosji. Nikołaj jednak okazał się szalenie wrażliwy na krytykę i po wysłuchaniu serii zarzutów na swój temat jakoby szkalował swoim dziełem mateczkę Rosję i szlachetnych krajan wpadł w depresję. Spalił to, co napisał później i w ogóle skończył marnie: istnieje teoria, że pochowano go żywcem.
(..) nieporównanie bardziej godne uwagi było wrażenie (przedmiot zupełnego podziwu!), jakie wywarł Czyczykow na damach. Żeby trochę wyjaśnić, trzeba by dużo powiedzieć o samych damach, o ich towarzystwie, namalować, jak to się mówi, żywymi barwami ich duchowe zalety; ale to dla autora jest bardzo trudne. Z jednej strony powstrzymuje go bezgraniczny szacunek dla małżonek dygnitarzy, a z drugiej strony... z drugiej strony, po prostu trudno. Damy miasta NN były... nie, nie mogę w żaden sposób, odczuwam po protu onieśmielenie. W damach miasta NN najbardziej godne uwagi było to... To aż dziwne - pióro zupełnie się nie porusza, jakby miało w sobie ołów. Tak więc już być musi: opis ich charakterów trzeba widocznie pozostawić temu, kto posiada żywsze barwy i większą ich ilość na palecie; a nam przypadnie powiedzieć - zaledwie kilka słów o zewnętrznym wyglądzie i o tym, co jest najbardziej powierzchowne. (s. 184)
Na swego bohatera wybrał radcę kolegialnego Pawła Iwanowicza Czyczykowa, człowieka średniego pod każdym względem, tak jakby wziąć setkę zwyczajnych Rosjan i wyciągnąć z nich średnią arytmetyczną - to właśnie byłby Czyczykow. Pojawia się on w mieście NN, wchodzi w jego prowincjonalny światek, wzbudza poruszenie w tamtejszym towarzystwie. Wszystko byłoby bardzo niepozorne, gdyby nie jego cel, bowiem Paweł Iwanowicz skupuje od ziemian martwe dusze, czyli chłopów którym się zeszło, a jednak trzeba za nich płacić podatki aż do następnej rewizji. Czy jednak martwe dusze to tylko mały szczegół w interesach? Oczywiście nie, to w nich jest pies pogrzebany i po pewnym czasie łatwo było mi się zorientować, że w istocie każda postać przewijająca się w tej historii jest własnie taką duszą. Gogol wielokrotnie zwraca się w tekście do czytelnika, wyrażając swoją odrazę jaką ma do pewnych charakterystycznych dla Rosjan zachowań, opisując poszczególne typy odziane w karykaturalne wdzianko, w których niejeden ze wstydem odnajdzie jakiś rys swojego charakteru. Jest doskonałym obserwatorem, subtelnie złośliwym i wbijającym szpile niemalże niechcąco. I choć skupia sie na Rosji, nie da się ukryć, że jego ksiązka ma też walory uniwersalne. Zwłaszcza gdy Gogol rozpisuje się o naturze ludzkiej generalnie, gdy pisze o innych pisarzach lub o krytyce. Miałam wrażenie jakby czasem nie mógł się powstrzymać i popłynął z jakimś tematem, ze słowami skierowanymi nieomal do konkretnych adresatów. To wszystko sprawiało, że jego młody wiek był dla mnie sporą niespodzianką.
I do takiej nędzy, drobiazgowości, brudu mógł upaść człowiek? Mógł się tak zmienić? Czy to prawdopodobne? Wszystko jest prawdopodobne, wszystko może się stać z człowiekiem. Współczesny ognisty młodzieniec odskoczyłby z przerażeniem, gdyby mu pokazano jego portret, kiedy będzie stary. Zabierajcie więc ze sobą na drogę wychodząc z miękkich lat młodości w surowy okrutny wiek męski, zabierajcie ze sobą wszystkie ludzkie drgnienia, nie zgubcie ich po drodze, już ich później nie podniesiecie. Groźna i straszna jest nadchodząca starość i nic już nie wraca. (s. 146)
Jest to dla mnie piękna, typowo rosyjska proza, pełna szczegółowych opisów typów ludzkich, przemycenia w eleganckich zdaniach własnego spojrzenia na daną sprawę, najczęściej mało pochlebnego, ukrywająca krytykę pod powierzchnią komizmu i satyry, napisana rozbudowanymi i wyszukanymi zdaniami. Warto znać, a jak ktoś się zaczytuje literaturą rosyjską (lub ma to w planach), to już wg mnie obowiązkowo, jeśli wolno mi tak napisać. Sama na pewno sięgnę jeszcze po twórczość Gogola, także ponownie po Martwe dusze, ponieważ okazuje się, że tłumaczenie Broniewskiego, choć wspaniałe, to jednak było ocenzurowane przez ówczesną władzę. A poza tym Nikołaj ma rzadką umiejętność ukazywania tego, co w człowieku odpowiada za jego "rdzeń" niby mimochodem, tylko poprzez skupienie uwagi czytelnika na tym, co jest najbardziej powierzchowne.

Ocena: 5/6

17 stycznia 2011

A. B. Strugaccy - Daleka tęcza

Wydawnictwo: ALFA, 1988
Pierwsze wydanie: Далекая Радуга, 1963 i Попытка к бегству, 1962
Stron: 199
Tłumacz: Eligiusz Madejski

Dla młodszych czytelników warto napisać, że inicjały oznaczają Arkadija i Borysa oraz że bracia Strugaccy to bardzo znani rosyjscy pisarze s-f. Moi rówieśnicy+ na pewno ich znają, sporo ich książek i opowiadań zostało wydanych w Polsce, zwłaszcza w latach 80. Ich popularność nie jest przypadkowa. Zaczęłam od ich Pikniku na skraju drogi i już wtedy mnie mocno zaintrygowali. Oczywiście, na moje nimi zainteresowanie wpłynął fakt, że Piknik został sfilmowany przez Tarkowskiego jako Stalker, jeden z moich filmów życia, jednak książka i film nie mają wiele wspólnego, choć scenariusz napisali bracia a Andriej im pomagał i wściekał się, jak nie rozumieli o co mu chodzi.

Wracając jednak to właściwego tematu tego postu. Daleka tęcza to tak naprawdę dwa opowiadania: tytułowe oraz Próba ucieczki. Oba to tzw. twarde s-f, z opisem sprzętu, wynalazków, zmienioną strukturą społeczeństwa. Oba zaczynają się niepozornie. Daleka tęcza wcale nie sugeruje jakiegoś optymistycznego zakończenia, wiecie, w tle zalśniła na niebie tęcza, jest więc światełko w tunelu itp. Tęcza okazała się być planetą, jedną z wielu zamieszkaną przez ludzi. Jednak właśnie ona jest rajem dla fizyków, wielkim laboratorium, w którym badają oni materię, eksperymentują z jej przesyłaniem. Akcja rodzi jednak reakcję, bowiem obserwują czasem zjawisko Fali - ogromnej, czarnej ściany, która przechodząc, niszczy wszystko. I tak dzieje się znowu, jednak tym razem jest to Fala nowego, nieznanego typu. Nie chcę zdradzać więcej, dodam tylko, że książka niesamowicie stopniuje napięcie,podnosząc je ostatecznie do punktu, w którym czytelnik niemal wyskakuje ze skóry, żeby wiedzieć co będzie dalej. Porusza tez problem podziału ludzkości na naukowców i na emocjonalistów, czyli tych, którzy są racjonalni i użyteczni, i tych, którzy zajmują się wg części fizyków bzdurami do niczego niepotrzebnymi. Ale czy w sytuacji bez wyjścia naukowcy na pewno zachowują zimną krew?
Nikt go nie lubi. Wszyscy go znają - nie ma na Tęczy człowieka, który nie znałby Kamila - ale nikt, absolutnie nikt go nie lubi. W takiej samotności i ja bym zwariował, a Kamila, zdaje się, to zupełnie nie interesuje. Zawsze jest sam. nie wiadomo, gdzie mieszka. Pojawia się niespodziewanie i niespodziewanie znika. (Daleka Tęcza, s. 18)
Próba ucieczki to zupełnie inna sprawa. Tu mamy dwuosobową drużynę: odpowiedzialnego Antona i kąpanego w gorącej krwi Wadima. Ludzkość zna różne planety, niektóre z nich uczyniła punktami turystycznymi, dotarła już nawet do dwóch innych cywilizacji. Książka zawiera też świetne opisy pół-żywych maszyn. Nasza dwójka zostaje namówiona przez tajemniczego Saula do wyruszenia na nieznaną i bezludną planetę, wybraną w dodatku losowo. Po wylądowaniu okazuje się jednak, że są tam ludzie. To opowiadanie zadaje pytanie jeszcze cięższe gatunkowo, bowiem zastanawia się nad możliwością ingerencji w Historię. Czy dałoby się przyspieszyć rozwój ludzkiej rasy, gdyby postawić ją przed wszystkimi dobrami, jakie zostały wynalezione przez tysiące, setki lat? Czy jednak droga, którą ludzie przeszli była konieczna, żeby osiągnąć nasz poziom? Właściwie zahacza to trochę o Hegla, jak teraz o tym myślę... W każdym razie, ten tekst to kawał dobrej roboty; można mu wybaczyć pewne naleciałości z czasów, w jakich go napisano. Strugaccy to solidna firma i na pewno jeszcze poszukam ich utworów.
Dziwactwa... Nie ma żadnych dziwactw. Są po prostu różnice. Zewnętrzne świadectwa nieodgadnionych procesów tektonicznych w głębi ludzkiej natury, gdzie rozum walczy na śmierć i życie z przesądami, gdzie przyszłość na śmierć na śmierć i życie walczy z przeszłością. A my koniecznie chcemy, żeby wszyscy dokoła byli gładcy, tacy jak ich sobie wymyślamy na miarę naszej skąpej fantazji... aby można było ich opisać elementarnymi funkcjami dziecięcych wyobrażeń: dobry wujek, chciwy wujek, nudny wujek. Straszny wujek. Dureń. (Próba ucieczki, s. 119).
Ocena: 5/6

P.S. Okładka, choć dość ciekawa, nie ma żadnego związku z fabułą obu opowiadań.

11 listopada 2010

Boris Akunin - Gambit turecki

Wydawnictwo: Świat Książki, 2003
Pierwsze wydanie: 1998
Liczba stron: 199
Tłumacz: Jerzy Czech

Akunin zaskakuje odważnym i dość nietypowym posunięciem jak na autora kryminałów. Polega to na tym, że nie przywiązuje się do raz zastosowanego pomysłu. Część pierwsza przygód radcy tytularnego Fandorina była napisana z jego punktu widzenia, wszystkie zdarzenia były opisywane czytelnikowi w kolejności, wiedzieliśmy dokładnie tyle, co on. Natomiast druga część ma innego głównego bohatera: Warię Andriejówną, młodą kobietę o nowoczesnych poglądach. To dobra dziewczyna, ale jednocześnie próżna, niestała i niespecjalnie spostrzegawcza. Oczywiście, poznaje naszego Erasta. Akcja dzieje się w czasie wojny rosyjsko - tureckiej 1877 - 1878, tym razem Erast musi znaleźć szpiega, przez którego wojny długo nie można skończyć. Jednak nie mamy toku myślenia detektywa ani jego działań, czytamy tylko o obserwacjach Warii, która zdaje się nie dostrzegać sedna problemu, tak zajęta jest wianuszkiem adoratorów koło siebie.

Siłą tej książki jest wciągająca fabuła, całość podobała mi się dużo bardziej niż Azazel, język, wspaniałe Akuninowe odmalowanie tamtych czasów oraz sam Fandorin. Właśnie tego byłam ciekawa po pierwszej części - jak się zmienił? I faktycznie, nie jest już tym irytującym, naiwnym młodzieńcem. Ma ledwie 21 lat a zachowuje się jak dojrzały człowiek. Planowałam nawet dać 5, ale jakoś mi się ręka zatrzęsła przy ocenie i będzie 4,5, ponieważ wraz z ilością przeczytanych kartek trochę żałowałam, że na pierwszym planie są te międzynarodowe intrygi, szpiegowskie afery i wielka polityka. Kryminał powinien być bardziej kameralny jak na moje oko. W każdym razie, chętnie przeczytam część trzecią, oczywiście dla Erasta Fandorina, postaci, która zmienia się niemalże na oczach czytelnika.

Ocena: 4,5/6

Inne książki tego autora:


4 października 2010

Boris Akunin - Azazel

Wydawnictwo: Świat Książki, 2003
Pierwsze wydanie: 1998
Liczba stron: 220
Tłumacz: Jerzy Czech

Mam brak weny na jakiekolwiek recenzje, jakieś zmęczenie materiału odczuwam... Akunin naczekał się prawie dwa tygodnie, ale nie chcę przez to powiedzieć, że jego książka mi się nie podobała. To będzie recenzja raczej zachęcająca do przeczytania Azazela.

Kryminał retro? Tak, zgadzam się. Szczegóły XIX-wiecznej rzeczywistości zostały wspaniale oddane: architektura, stroje, środki transportu, sposób mówienia, zupełnie jakby autor miał dziurkę od klucza, przez którą mógł sobie podglądać przeszłość. Do tego główny bohater Fandorin jest bardzo nietypowy: młody, nieopierzony, bywa, że i naiwny, bardzo kochliwy i jakby nie patrzeć dość próżny. Właściwie niespecjalnie podbił moje czytelnicze serce. Odnośnie zagadki, to w sumie nie jest zbyt wciągająca. W Moskwie ginie student, ale nie byle jaki, bo obrzydliwe bogaty i w nie byle jaki sposób, bo wyznaje miłość osobie, która widzi go pierwszy raz na oczy (sam student dziewczyny też nie znał). To Fandorin dostaje sprawę, jeszcze wczoraj przepisywał listy i był w policji absolutnie nikim, a już dziś grozi mu niebezpieczeństwo, a jutro go nawet awansują. Detektyw przemierza też Europę, akcja zawiera kilka sen bardzo szybkich, giną ludzie, zagadka robi się z każdym dniem coraz bardziej tajemnicza, istnieje podejrzenie działalności światowej organizacji z pewnymi ciekawymi planami...

Azazela odkładałam jednak, kiedy miałam ochotę. Nie był to dla mnie kryminał z tych, co to "jeszcze chwilę, tylko jeden rozdział, muszę wiedzieć co było dalej!". Nie wczułam się też jakoś w kibicowanie bohaterom. Jest to porządna robota, na poziomie, świetne tłumaczenie, ale dla mnie bez tego błysku. Jedynie zakończenie postawiło mnie w stan czujności i chciałabym jeszcze raz zobaczyć Fandorina w akcji, a zwłaszcza jak się zmienił, ponieważ finał jest mocny, gwałtowny i zmieniający wszystko w jego życiu. No i podniósł ocenę o całe pół punktu.

Ocena: 4,5/6

P.S. Wypełniłam tym samym 50% planu mojego wyzwania! :)

18 września 2010

Jacek Hugo-Bader - Biała gorączka

Wydawnictwo: Czarne, 2009
Liczba stron: 391

Nastawiłam się na reportaże napisane w trakcie podróży Badera z Moskwy do Władywostoku. Szybko jednak wpadłam w konsternację, bowiem okazało się, że reportaże te są z różnych lat, nie tylko z Rosji, ale też innych krajów, które kiedyś były częścią ZSRR. Kilka z nich, zresztą, miałam okazję przeczytać już w "Dużym Formacie".

Zastanawiam się czy są jakieś reportaże w konwencji "widziałem szczęśliwych Rosjan", ponieważ Biała gorączka to kolejny kamyczek do ogródka krytyków tego największego państwa świata. Odkąd pamiętam Rosja wzbudzała we mnie pewną niechęć, nie ufam temu krajowi i nie mogę uwierzyć, że można pozwolić na takie zaniedbania i absurdy wśród własnego narodu. A przecież Rosja ma wspaniałe tradycje, literatura rosyjska jest moją ulubioną i jedną z najwybitniejszych na świecie, są tam genialni uczeni i uznane ośrodki badań. Kurczę, i to wszystko można tak (z)marnować! Krew człowieka zalewa, choć to nie mój kraj... Może to są skutki rządzenia za dużym państwem? Ogarnięcie takiej powierzchni i takiej masy ludzi wydaje się wręcz niemożliwe? Wydaje się to szczególnie trudne kiedy nie ma się tradycji demokratycznych. Dobra, dość analiz.

Reportaże Badera mówią najczęściej o ludziach z nizin społecznych, o tych zapomnianych przez państwo, którym nierzadko grozi wyginięcie, biednych (a często żyjących już w nędzy). Jest to morze cierpienia, strasznych biografii, niesamowitych wypadków życiowych, bezradności, alkoholizmu, braku nadziei. Te teksty nie napawają optymizmem na przyszłość. Naprawdę, dalsze losy Rosji widzę w czarnych barwach, jakby tam się nic nie zmieniało. Jest przeżarta korupcją od samego dołu aż po szczyt i jest to powszechnie akceptowane na zasadzie przyzwyczajenia i braku wiary, że można to zmienić.

Najbardziej podobały mi się reportaże, które mówiły o szamanach różnych narodów w Rosji. Jest to fantastyczny element wschodniego folkloru, który zasiewa ziarno zwątpienia w duszach materialistów. Jest to cały kalejdoskop interesujących ludzi i ich losów. Przerażające są natomiast wszystkie rozdziały, gdzie alkoholizm, życiowa nieporadność i upadek wszelkich wartości są głównym tematem. Włosy dęba stają podczas czytania. Wydaje się to zaklętym kołem, w którym zostawione sobie samym lub porzucone dzieci powielają wszystkie błędy rodziców i bezwiednie staczają się na dno.

Ważna lektura, polecam. Też wydana bez zarzutu, zero literówek, trochę zdjęć plus mapa z trasą dziennikarza. Proszę tylko nastawić się na ogarniające czytelnika przygnębienie (nie licząc jednego zabawnego akcentu na poczcie, ale i on pokazuje rosyjską biurokrację, która oplata ten kraj).

Ocena: 5 - 5,5/6

18 sierpnia 2010

Zachar Prilepin - Patologie

Wydawnictwo: Czarne, 2010
Pierwsze wydanie: 2005
Liczba stron: 306
Tłumacz: Małgorzata Buchalik

Zostałam zmiażdżona tą książką. Nie mogę ochłonąć i nadal czuję adrenalinę we krwi. Są książki, które pozwalają czytelnikowi być turystą podróżującym przez historię, świat i obserwującym ludzkie losy. Ale w tej książce można poczuć się jak uczestnik wydarzeń. Jestem weteranem wojny Prilepina...

Moim kompanem był Jegor Taszewski, rosyjski żołnierz po 20-stce. Jedzie do Czeczeni walczyć. Cała jego historia ocieka strachem, nawet w trakcie niewinnej sytuacji Jegor ma ciągle wizje niebezpieczeństwa, wątpliwości co tam robi, analizuje czy rozwalą mu głowę teraz czy za godzinę. I wspomina chwile zwykłego życia, swoją dziewczynę, zazdrość o nią. Te fragmenty nie zakłócają całości opowieści, tylko bardzo udanie uzupełniają obraz głównego bohatera. Każdy z jego kolegów to silny, młody mężczyzna i każdy się boi, inaczej reagując na tę sytuację. Pewnie słyszeliście o tej sławetnej bratniej więzi, jaka tworzy się na wojnie pomiędzy żołnierzami. Tutaj zostało to genialnie pokazane. Wcale nie jakimiś górnolotnymi słowami, a jednak wreszcie zrozumiałam to niewypowiedziane uczucie. Porozumienie bez słów, znaczące milczenie, głupie kawały, ochota by nagle jak dziecko dotknąć czyjegoś żywego jeszcze ciała.
Widzę huśtawkę na placu zabaw. W słabym podmuchu wiatru brzęczy szyba na piętrze pod nami... Drzewo... Korona jakby gotowała się, mrugała na słabym ogniu... Ktoś kiedyś siedział pod tym drzewem, całował się na ławce. Czeczeński chłopak i czeczeńska dziewczyna... A może im nie wolno? Musze zapytać Hasana: czy wolno im się całować na ławkach pod drzewami na placach zabaw, czy u Czeczenów to w ogóle nie do pomyślenia.
Skąd myśmy się tu wzięli, skąd ja się tutaj wziąłem? Siedzimy pośrodku obcego miasta, całkiem sami, jak na dnie oceanu. Co pomyślałaby Dasza, gdyby dowiedziała się, gdzie teraz jestem...? (s.136)
Obawiałam się swojej reakcji na tę książkę, bo raz, że swoje zdanie na dwie wojny czeczeńskie mam już dawno ustalone i wiem na ten temat sporo, dwa, że autor jest kilometry dalej od moich własnych poglądów (co wynika z notki biograficznej na okładce). Nie wiedziałam czy będę w stanie obdarzyć sympatią głównego bohatera. A jednak szybko zaczęłam mu kibicować, zachwycać jego czułością wobec bliskich osób, przeżywać sukcesy i porażki całego oddziału... Solidaryzowałam się ze stroną, którą pokazano mi z bliska, ale nie straciłam z oczu kolei tej wojny: to, że dwie strony totalnie powariowały, że to patologia, która nigdy nie powinna mieć miejsca.

Zachwyciło mnie pisarstwo Prilepnia: dynamiczne, soczyste, łatwo odmalowujące emocje, jego mistrzowsko oddane ludzkie charaktery, nieprzegadane, a za to istotne dialogi, niesamowicie wciągająca fabuła (w tym mocny początek i wstrząsające zakończenie). Takiej literatury wojennej jeszcze nie czytałam, przypominało mi to jedynie (pod pewnymi względami) film "Helikopter w ogniu", tyle że książka jest znacznie bardziej głęboka i wymowna. Porównywana do "Na Zachodzie bez zmian" podobała mi się dużo bardziej niż ta klasyczna już pozycja. Bardzo chciałabym przeczytać jego Sańkja. I pomyśleć, że przechadzając się po księgarni, chyba nie wypatrzyłabym sama takiego skarbu!

Patologie wydano porządnie, tekst zawiera zaledwie cztery małe błędy edytorskie. Okładka lepiej prezentuje się na żywo niż jako zdjęcie (projekt Kamila Targosza, nazwisko, które zapisałam sobie kilka lat temu w komórce!). Ale najlepsze jest tłumaczenie: idealnie dopasowujące rosyjskie wyrażenia potoczne i zastępujące je też potocznymi polskimi. Dzięki temu nie ma żadnej sztuczności, można zapomnieć o narodowości bohaterów, staje się ona uniwersalna. Gorąco polecam, ważna książka, obok której trudno przejść obojętnie!

Ocena: 6/6

8 sierpnia 2010

Wieniedikt Jerofiejew - Moskwa - Pietuszki [w:] Dzieła prawie wszystkie

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2001
Pierwsze wydanie: 1973 (Izrael!)
Liczba stron: 140
Tłumacz: Andrzej Drawicz

Przykład książki jednocześnie i wesołej, i smutnej. Pierwsza warstwa to ta wesoła, budząca nawet śmiech, literatura alkoholowa, literatura społecznych dołów. Pijackie perypetie głównego bohatera, którym jest sam autor, podróżującego z Moskwy do miejscowości Pietuszki. W drodze pije, opowiada różne anegdoty, pije, spotyka nowych znajomych, pije, rozmawia z Bogiem, Szatanem, Sfinksem i aniołami (które są chyba czymś w rodzaju greckiego chóru), pije, tęskni do kobiety, która ma czekać na peronie, pije, ma zwidy i halucynacje przywodzące na myśl delirium. I pije, właściwie wszystko co się da i to w ilościach astronomicznych. Podaje nawet interesujące przepisy na drinki, np. "Łzy komsomołki":
Lawenda 15g
Werbena 15g
Woda kolońska "Las" 30g
Lakier do paznokci 2g
Płyn do płukania ust 150g
Lemoniada 150g (s. 62)
W tle jest Związek Radziecki, niby żartem, niby poważnie opisany jako straszne miejsce, gdzie człowiek najbardziej pijany (czyli Wienia) zachowuje najbardziej trzeźwe spojrzenie.
Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności - ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata." (s. 133)
W rzeczywistości pod powierzchnią jest to krytyka radzieckiej rzeczywistości, samego świata, w którym osoby wrażliwe znieczulają się alkoholem, aby nie stracić zupełnie głowy. Książka miała dla mnie jednak pewną słabość, mianowicie nie przepadam za utworami Hłaski, jakoś nie mogę wczuć się w tego typu historie, a ta książka, choć bardzo oryginalna, należy do tego "gatunku".

Ocena: 4/6

31 lipca 2010

Rosja w literaturze - wyzwanie czytelnicze


Dołączyłam do tegoż wyzwania, jak tylko wyczytałam o nim u prowincjonalnej nauczycielki. Literatura rosyjska jest dla mnie od lat jedną z ulubionych, choć nie widać tego jeszcze na moim blogu. Mam nadzieję, że wyzwanie pomoże mi to zmienić. Jestem dość obeznana z klasyką, czyli Dostojewskim, Tołstojem, Sołżenicynem, Bułhakowem, Lermontowem. Wiele z ich dzieł uznaję za arcydzieła, a Wojna i pokój należy do moich najukochańszych książek. Mam spore luki, jeśli chodzi o Gogola, Czechowa i Puszkina, czego bardzo się wstydzę. Z pisarzy współczesnych poznałam natomiast Sorokina i Pielewina, a ostatnią rosyjską książką, którą czytałam było Białe na czarnym Rubén'a González'a Gallego.

Jeśli chodzi o moje zamiary to będą skromne, bo wiecie jak to jest: chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach ;) Chciałabym przeczytać:
  • a właściwie dokończyć Idiotę Dostojewskiego, bo kilka lat temu nawał obowiązków na studiach mi na to nie pozwolił, czego do dziś żałuję;
  • Białą gorączkę Jacka-Hugo Badera, co prawda na stosiku pożyczonym leży przedostatnia, ale zrobię dla niej wyjątek z okazji wyzwania
  • Moskwa-Pietuszki Wieniedikta Jerofiejewa, bo to hit w mojej rodzinie, wreszcie będę kojarzyć ich żarty nawiązujące do tej książki
  • plus coś Marininy i Akunina, bo kompletnie ich nie znam, jeno ze słyszenia
  • jeśli czas pozwoli, to chapnę jeszcze dwa opowiadania braci Strugackich, które stoją na mojej półce: Daleka Tęcza; Próba ucieczki
* obraz: Artur Grottger - Rekonesans, 1862