Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dickens Charles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dickens Charles. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2013

Charles Dickens - Ciężkie czasy

Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1950
Pierwsze wydanie: Hard Times - For These Times, 1854
Liczba stron: 352
Tłumacz: Wanda Gojawiczyńska-Nadzinowa

Obok ilustracja do cz. 1 powieści; wklejam, ponieważ okładka mojego wydania jest typowo biblioteczna.

Jak na Dickensa, to czytałam ją bardzo długo; miałam kilka zastojów. Nie wiem czy to wina książki, czy akurat mojego zapracowania. W każdym razie fabuła nie porywa. Rozczarowało mnie kilka elementów: wolne tempo, jednostronne spojrzenie na robotników, niektóre jednowymiarowe postaci. Autor skupił się na rodzinie Thomasa Gradgrind'a, a także na Stefanie Blackpool'u. Do tego dorzucił kilka innych żywych osobników w rodzaju hipokryty Bounderby'ego oraz wrednej pani Sparsit. Powieść dzieli się na 3 części: najpierw pokazuje styl wychowania dzieci Thomasa (ordnung muss sein itd.), potem one wchodzą w dorosłe życie, wkracza prostolinijny Stefan, aż wszystko bierze w łeb. Miałam wrażenie, że Dickens trochę nie wiedział, gdzie ma położyć ciężar całej historii: czy na tych socjalistycznych dyrdymałach, którymi książka zalatuje, czy na potępieniu zimnego wychowu, czy jeszcze na czymś... To mnie nieco irytowało. 

Generalnie warstwę fabrykanci - robotnicy w ogóle bym sobie odpuściła, wyszło to bardzo niewiarygodnie (tu bym poleciła Germinal Zoli czy Północ Południe Gaskell). Bogaci to mendy nie z tej ziemi, a robotnicy to prostolinijne anioły, które w chwili natchnienia zaczynają mówić językiem osoby podejrzanie dobrze wykształconej. Z drugiej strony przy Ciężkich czasach trzymała mnie relacja ojciec - córka, a dokładnie Thomas - Luiza. Zwłaszcza kobieta była interesująca, jej sposób prowadzenia rozmowy i introwertyczna osobowość. Jest bardzo nietypowa jak na tego pisarza! Z tego też powodu starałam się moją ocenę wyważyć, pamiętając o jej dobrych i złych stronach. Dickens jak zawsze łatwo "rodzi" swoich bohaterów, kilka machnięć i już, są, istnieją, choć czasem, faktycznie, trochę mu się pędzel omsknie i za dużo farby nałoży (Bounderby), jednak łatwość z jaką przychodzi mu ożywianie przeróżnych charakterów jest tradycyjnie godna podziwu. Z drugiej strony pokazał swoją słabość - pisanie o problemach społecznych w mojej opinii nie jest jego mocną stroną.

Ocena: 3,5/6

źródło zdjęcia: klik

20 września 2012

Charles Dickens - Wielkie nadzieje

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2009
Pierwsze wydanie: Great Expectations, 1860-61
Stron: 560
Tłumacz: Karolina Beylin

Dickens z zupełnie innej strony. Wyczytałam, że Wielkie nadzieje uważane są przez krytyków za jego najlepszą książkę i chyba wiem dlaczego. Naprawdę ten tytuł wyróznia się na tle innych. Przede wszystkim mało jest tam postaci z gruntu dobrych, bez skazy. Fabuła jest najmniej przewidywalna w porównaniu z innymi jego książkami. Chyba przez 200 czy 300 stron nadal nie mogłam jej rozgryźć - o co chodziło pisarzowi? Co więcej, po raz pierwszy u Dickensa spotkałam bohaterów, którzy nie tylko zachowują się ekscentrycznie, ale też mogą odrzucać swoim zachowaniem, a ich motywy są bardzo długo ukryte. Wielkie nadzieje, jedna z ostatnich powieści autora, to wyraźny progres, książka najmniej oczywista.

Tradycyjnie bohaterem jest młody chłopiec, Pip, a osią fabuły jest jego dorastanie. Początkowo jego życie wydaje się prostą linią, ma zostać kowalem, jednak los się do niego uśmiecha i nagle staje się panem, do którego inni mówią sir. Pip nie jest ani specjalnie bystry, ani roztropny, trochę uderza mu do głowy woda sodowa. Do tego nie wie nawet komu zawdzięcza zmianę swojej sytuacji życiowej. Zagadki się mnożą, jest nawet wątek kryminalny, rozterki miłosne (na serio niebanalne) i nawet zakończenie jak nie u Dickensa - nie jest opowieścią o pozostałych latach głównego bohatera, gdzie wszystko pięknie mu się układa.
Moja siostra była gospodynią bardzo czystą, ale ta czystość dzięki jej przedziwnemu talentowi dokuczała nam bardziej nż brud. Czystość przypomina pobożność i są ludzie, którzy podobnie obrzydzają religię. (s. 28)
To właśnie mi się bardzo podobało, bo choć książka była dla mnie ciut mniej wciągająca od Davida Copperfielda, to jednak ta niejednoznaczność opowieści zrobiła na mnie wrażenie. Poza tym jak zawsze można sobie poczytać bezcenne opisy Londynu (tym razem kilka dzielnic, kancelarię, życie nad Tamizą i więzienie). Pip nie jest budzącą wielkie emocje postacią, ale za to postaci Joego, Biddy, Jaggersa, Estelli czy miss Havisham bardzo zapadają w pamięć i cieszą swoją nieszablonowością. I jeszcze jedno, uderzyło mnie jak Dickens niezmiennie podkreśla piękno przyjaźni. Często daje swoim bohaterom jakiegoś kompana i opisy ich relacji to wręcz pean na cześć tej wyjątkowej relacji międzyludzkiej (tu akurat jest to pokazane na przykładzie Pipa i Herberta).

Dickens zrehabilitował się w moich oczach po wpadce z Klubem Pickwicka. Wielkie nadzieje co prawda nie przeskoczyły mojego zachwytu nad Davidem Copperfieldem, mają też kilka zgrzytów (np. scena utraty przytomności Pipa, który jako dwudziestoparolatek zanoszony jest na łóżko przez starszego pana!), jednak mogę z czystym sumieniem polecić tę powieść. Aktualny wynik pojedynku Dickens - Kraszewski to 2:2 (runda trzecia nadal trwa).

Ocena: 5/6

P.S Jakieś sugestie co do ekranizacji? (nie widziałam żadnej)

1 czerwca 2012

W telegraficznym skrócie 3

Andrzej Sapkowski - Ostatnie życzenie
Muszę czytać Sapkowskiego, wyznaję, z tej prostej przyczyny, że bnetka z uporem maniaka poleca mi chyba każdą jego książkę, ponieważ dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach, gdym miała 16 lat oceniłam sagę o Wiedźminie (każdą część z osobna) na 6. Aby więc usunąć Sapkosia ze strony pierwszej polecanek co kilka miesięcy czytam coś z tego cyklu, a w planach mam powtórkę samej sagi po to tylko, aby w miarę możliwości dać im oceny nieco bardziej stonowane, obiektywniejsze. No, chyba, że znowu byłyby to szóstki ;) Tym razem padło na ten zbiór opowiadań i, choć poprzedni Miecz przeznaczenia uznałam za wyjątkowo przeciętny, tym razem muszę przyznać, że ta pozycja to już insza inszość. Nie tylko da się czytać, ale jest też zabawna i zaskakuje zgrabnymi nawiązaniami do różnych baśni, legend, ale też do współczesności. Wreszcie brak sztampy tak typowej dla fantasy, a Yennefer nawet byłam w stanie przełknąć (nigdy jej nie lubiłam).

Charles Dickens - Klub Pickwicka
Naprawdę próbowałam. Byłam uparta i dalej brnęłam. Chciałam ją skończyć, ale na stronie 167 stwierdziłam - basta! Po prostu miałam już dość, nie będę się poświęcać na polu literatury niczym jakaś siłaczka. Dlaczego Dickens ma dostać fory, gdy innym daję szansę do 50 strony? Przykro mi to stwierdzić, ale tej książki nie da się czytać. Nie przekonują mnie argumenty o jej rzekomym humorze, bo nie rozbawiło mnie tam zupełnie nic. Każdy dowcip jest mdły, bohaterowie ze wszystkimi obchodzą się jak z jajkiem, a autor z nimi. Fabuła topi się w lukrze i wiecznych uprzejmościach, które nie pełnią żadnej istotnej roli. I najgorsza zbrodnia: nie ma w niej kogo lubić, bo główni bohaterowie są nudni, wiecznie naiwni, egzaltowani i przemądrzali. Powiedzieć o tej książce, że się zestarzała to eufemizm. Może Diderot się zestarzał (a nadal da się czytać!), ale Klub Pickwicka wręcz śmierdzi trupem!

Debiuty polskiego kina
Jest to zbiór rozmów z polskimi reżyserami pod redakcją Marka Hendrykowskiego. Każdy z rozmówców pytany jest o swój debiut, ich dobór jest imponujący, a rozmowy prowadzone są w ciekawy sposób świadczący o przygotowaniu. Wiele z nich zapadło mi w pamięć, np. rozmowa z Hasem, Kolskim, Zanussim czy Leszczyńskim. Ponadto ten zbiór nie ogranicza się tylko do samych debiutów, ponieważ rozmowy z reżyserami są często pretekstem do szerszej dyskusji o polskim kinie współczesnym, o historii kinematografii, o kinie na świecie. Są one ułożone chronologicznie (pierwszy debiut jest z 1947, ostatni z 1996) i dzięki temu zarysowuje się przed czytelnikiem subletalna zmiana jaka zachodziła w polskich filmach. Do tego zbiór ten niesie zaskakującą refleksję, że mimo wszystkich absurdów PRLu, mimo całego zła, jakie wyrządzono artystom, miało ono tę dobrą cechę, że nie znało pogoni za słupkami sprzedaży, dlatego wiele filmów miało w ogóle szansę powstać, na co dziś nikt by pieniędzy nie wyłożył...

Jules Verne - Tajemnicza wyspa
Kolejna książka, której nie skończyłam, przerwałam ja jednak po bożemu, na 50 stronie, a następnie pobieżnie przejrzałam do końca. Nuda, ludzie kochani. Papierowe postaci, prowadzące drewniane dialogi i zero napięcia (a to przecież powieść przygodowa). Każdy bohater jest sztuczny i zbyt idealny. Wszystko wiedzą, mają pamięć jak jakieś cyborgi, znają się na wszystkim. Nawet nastolatek jest tam doskonały (a na rysunkach chodzi w marynarskim kapelusiku!). W dodatku Murzyn (były niewolnik) obsesyjnie kocha swojego ex-pana i brakuje jeszcze tylko, żeby zaczął merdać ogonkiem na samą myśl o nim. Nie, dziękuję, postoję. Wolę Robinsona Crusoe.

J.I. Kraszewski - Śniehotowie
Króciutkie opowiadanie, trochę chyba za szybko napisane, ale daje radę! Wydaje mi się, że Kraszewski mógł pisać dobre sążniste powieści i szkoda, że zdecydował się ciekawy temat tak szybko omówić. Rękę do opowieści to on ma - tym razem wziął na warsztat niesnaski między dwoma braćmi Śniehotami. Myślałam nawet, że zaraz wszystko skręci w dobrze mi znanym kierunku, czyli jakieś weselicho, ratowanie panny czy coś w ten deseń, ale tym razem każda postać kobieca (no, może prócz Hanki) jest negatywna. Mam nadzieję, że w kolejnej książce Kraszewskiego będzie mi dane poczytać więcej opisów przyrody i podupadłych dworków. Uwielbiam go za to. Jest wybitnie plastycznym pisarzem i ma smykałkę do odmalowywania bohaterów (ach, ta pierwsza scena przy kominku w karczmie!). W starciu Kraszewski-Dickens po 4 rundzie jest stan 2:1, ponieważ Karol zaliczył wpadkę z Klubem... :) 

Ad. tagów: rozczarowania to nr 2 i 4.

18 lutego 2012

Charles Dickens - Dawid Copperfield

Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1989
Pierwsze wydanie: The Personal History and Experience of David Copperfield the Younger of Blundeston Rookery, 1850
Stron: 412 (I tom) + 404 (II tom) = 816
Tłumacz: Karolina Beylin

Założę się, że musi być jakieś prawo Murphy'ego, które mówi, że książka, którą zaczyna się, gdy czas przeznaczony na czytanie jest luksusem, okaże się niezwykle wciągająca! Tak widać musi być, bo jakoś za każdym razem to mi się przytrafia. Siedzę i czytam zamiast robić milion innych rzeczy, które jakby nie było należą do moich obowiązków. Dla mnie jednak czas się zatrzymuje i nagle jestem w stanie wydusić z siebie tylko "za chwilę", "tylko jeszcze ten rozdział" czy "już idę". Za to gdy mam czasu w bród, niby to przypadkiem wybieram te tytuły, które czytam tygodniami, a nawet miesiącami. Ech, życie mola jest takie skomplikowane ;)))

Jak więc nietrudno się domyśleć Dawid Copperfield to okropny złodziej czasu i trudno się od niego oderwać. Ktoś by powiedział, że to tylko zapis życia jednego człowieka, ot jego dzieciństwo, dorastanie, kawałek dorosłych lat. A jednak książka wciąga jak wysmarowana krówką ciągutką. Początkowo obstawiałam, że Copperfield będzie powtórką z Oliviera Twista i z drżeniem serca wypatrywałam momentu, gdy biedne dziecko trafi na ulicę i będzie wybierało jedzenie ze śmietników. David faktycznie sporo przechodzi, gdy w jego życiu pojawia się ojczym, a matka wkrótce umiera, jednak jego problemy raczej nie są natury finansowej. 

Ta książka kupiła mnie doborem bohaterów. Dickens wręcz mistrzowsko portretuje ludzi, stwarza niezapomniane typy, wręcz modelowe przykłady różnych charakterów. Oczywiście, po swojemu dzieli ich na dobrych i złych, od tego się nie ucieknie, ale moim zdaniem zrobił postępy od czas Twista i już nie opisuje tych dobrych jako chodzące anioły i niedościgłe wzory (z jednym wyjątkiem). Nie mają oni jakichś brudnych tajemnic, jednak popełniają błędy, mają swoje słabości, a czasem zachowują się dość ekscentrycznie (co przydaje się w momentach humorystycznych). Właśnie to mi się podobało, ponieważ tym samym Dawid, choć pozostaje centralną postacią powieści, nie przytłacza swoja osobą innych, a książka zawiera sporo wątków pobocznych. Jest komu kibicować, można wybrać sobie swojego ulubieńca, a do tego poczytać to, co tak lubią wielbiciele Dickensa, czyli opisy angielskiego społeczeństwa, ich zwyczajów, klasowości i pracy. Dickens opisuje i domy klasy wyższej, i rodziny uboższe. Pojawiają się rzemieślnicy, prawnicy, rybacy. Zaprowadza czytelnika do domu woźnicy, bogatych ludzi, pokazuje szkoły, więzienia, burdel i wspomina o parlamencie. Wyciąga na światło dzienne uwiedzenie dziewczyny, a także zwraca uwagę na emigrantów wyjeżdżających do Australii. Teraz jest już też niepoprawny politycznie, oj zdziwiłby się chyba, gdyby wiedział, że jego stosunek do kobiet, ogólna ksenofobia (Turcy!) i stawianie Anglii na piedestale będą uznawane kiedyś za faux pas :)
Uriasz Heep (autor: Fred Barnard, 1970s), dokładnie TAK  go sobie wyobrażałam! (źródło: wikipedia)
Warto pozytywnie nastawić się na tę książkę, wiedząc, że to ukochane dziecko pisarza, do tego zawierające najwięcej wątków autobiograficznych (np. Dawid pracuje jako dziecko, ale też para się później pisarstwem, a kilku bohaterów trafia za długi do więzienia). W Internecie można znaleźć mnóstwo stron poświęconych tylko tej jednej książce (ta jest godna uwagi - REMEMBER - prowadzona przez 19-letnią Amerykankę!) i jeszcze więcej ciekawostek. Choćby te: rybowaty Heep był ponoć wzorowany na Andersenie, który był gościem Dickensa przez całe 6 tygodni i żadne aluzje do niego nie docierały ;), zresztą kilku innych kandydatów jako pierwowzór jest równie ciekawych. Za to jedną z córek Dickens nazwał Dorą, która w powieści jest kimś w rodzaju głupiej gąski (choć o dobrym sercu). Z kolei postać Micawbera wprowadziła do języka angielskiego nowy przymiotnik "Micawberish", który oznacza biednego optymistę żyjącego wiecznie ponad stan. No, dnia by nie starczyło, żeby zaprezentować tu wszystko.

Jeszcze słów kilka o bohaterach. Przez I tom miałam ochotę potrząsnąć Dawidem i przemówić mu do rozsądku. Jako dziecko był usprawiedliwiony, nie rozumiał tego, co się koło niego działo, i tu też brawa dla autora, który wspaniale oddał świat widziany oczami dziecka, idealnie się wczuł. Za to nastoletni Dawid był niezwykle irytujący, co dla czytelnika jest sporą próbą cierpliwości, choć i tu muszę znowu pochwalić Dickensa: w końcu i my jako młokosy musieliśmy innych denerwować, choć jednak ta naiwność głównego bohatera może doprowadzić do białej gorączki. Jednak, ani młody Dawid, ani obrzydliwy Heep czy  wiecznie narzekająca pani Gummidge tak mnie nie denerwowali jak pustogłowa Dora, którą mogłabym potraktować tępym nożem z piosenką na ustach. Natomiast najbardziej przerażający był dla mnie tandem Edwarda i Jane Murdstone, przy nich to już nawet Heep i przedziwny Littimer wydają się być nie najgorszą alternatywą.
ciotka Betsey Trotwood - kobieta z charakterem :) (autor: Frank Reynolds, 1920s), źródło
Muszę przyznać, że angielskie XIX-wieczne powieści uderzają w jakieś zapomniane we mnie struny, budzą we mnie najlepsze uczucia i wydobywają dobre strony mojego charakteru, dlatego, gdy je kończę, mam od razu chęć znowu starać się być dobrym człowiekiem, pracowitym i obowiązkowym. Zaraz mam ochotę poświęcać się dla innych, zacząć pomagać, zabrać się za  robotę i być wzorem cierpliwości i łagodności :))) Nic, tylko czytać je dalej i utrzymywać się w tym stanie! Nie będę więc oryginalna, gdy przyznam,, że moją ulubioną postacią jest doskonała Agnieszka Wickfield, która może być wzorem do naśladowania. Oj, chciałabym być tak dzielna jak ona. Przypomina ją trochę Melania z Przeminęło z wiatrem, z tym, że Agnieszka ma zdecydowanie więcej życia w sobie. Poza tym polubiłam pełną fantazji Betsey Trotwood, która jako jedyna zawsze mówiła innym, co myśli (nawet Heepowi), a z postaci z trzeciego planu - doktora Chillipa, który był tak nieśmiały, że zdawał się przepraszać gazetę za to, że ośmiela się ją czytać ;) Odnośnie humoru, i tym razem Dickens nie zawodzi, nie raz śmiałam się do rozpuku! Tak więc pozostaje mi jedynie zachęcić do lektury tych z Was, którzy jeszcze po Copperfielda nie sięgnęli. Ja sama jestem pewna, że gdybym żyła w czasach Dickensa, jeszcze na ulicy czytałabym z przejęciem kolejny odcinek tej powieści.
Agnieszka Wickfield - skromny anioł (autor: Frank Reynolds, 1920s) źródło
Na koniec tylko zapytam czy możecie polecić mi którąś z ekranizacji jako szczególnie wartą obejrzenia? Jest ich sporo, a ja nie miałam okazji widzieć ani jednej, rekomendacje są więc mile widziane.

Ocena: 5,5-6/6

***
Moje nowe wyzwanie okazało się dobrym pomysłem i już się cieszę na jeszcze 4 książki Dickensa w tym roku. Jak na razie 1-0 dla niego w pojedynku z Kraszewskim ;)

7 lutego 2012

Był sobie pisarz...


Dziś mija 200 rocznica urodzin Charlesa Dickensa, o czym przypomina wszystkim google. Pisarz ten ma szczęście, ponieważ zdecydowano się poświęcić właśnie jemu rok 2012 w Wielkiej Brytanii. Wcale się temu nie dziwię, w końcu to okrągłe 200 lat, a poza tym Dickens to świetny brytyjski produkt eksportowy. Gdy byłam młodsza, dziwiłam się, że tak często to jego biografia pojawia się w podręcznikach do nauki angielskiego przy wprowadzeniu czasu Past Simple. Teraz doceniam ten fakt, ponieważ od najmłodszych lat już sporo o nim wiedziałam, a już jako osoba dorosła doszłam do wniosku, że jego życie może być dla dzieci inspiracją. No i faktycznie, to może imponować, gdy się ma świadomość, że pisarz wyrósł w biednej rodzinie, miał siedmioro rodzeństwa, ojca wkrótce wsadzili do więzienia za długi, a mały Karol musiał opuścić szkolne mury i zacząć zarabiać. Nic dziwnego, że jego dzieciństwo miały tak doniosły wpływ na jego twórczość.

Zgodnie z zapowiedzią ruszam z moim osobistym wyzwaniem i właśnie w urodziny pisarza zaczęłam czytać Davida Copperfielda. Pierwszy rozdział już za mną :] Aż żałuję, że nie jestem teraz na Wyspach, tyle się tam dzieje. Codziennie (!) jakieś wydarzenie, tylko dziś jest ich aż 39. Chciałabym, żeby w Polsce tak hucznie i na bogato obchodzono urodziny pisarzy... W końcu świat nie składa się tylko z Rihann, Bieberów, Kardashianów czy innych dziwnych tworów, których sława ma się nijak do prawie 200 lat popularności, wielu muzeów i ekranizacji powieści ;)

Warto zajrzeć na stronę Dickens 2012, gdyby ktoś miał możliwość i chęć uczestniczyć w świętowaniu roku pisarza, a u Lirael znajdziecie kilka wybranych ciekawostek dotyczących naszego jubilata. Natomiast u Padmy znajdziecie kilka słów o jednej z wystaw, która miała przyjemność zobaczyć.

*źródło zdjęcia (source of the photo): The Guardian

16 stycznia 2012

200 lat minęło...

Postanowiłam urozmaicić sobie w tym roku życie czytelnicze i uczcić jubileusze dwóch pisarzy: polskiego i zagranicznego. Padło na panów, którym stuknęły 200 urodziny, znaczy się swoje rocznice mają. Zagraniczny jest oczywisty, choć miał wielu konkurentów; natomiast polski autor nawet dla mnie jest niespodzianką, ale już czas dać mu szansę.

CHARLES DICKENS (ur. 7 lutego 1812r.) 
&
JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI (ur. 28 lipca 1812r.)


Postanowiłam przeczytać

Dickensa:
Mała Dorrit

Kraszewskiego
Stara baśń
Hrabina Cosel

źródła zdjęć: 1 i 2

4 maja 2010

Charles Dickens - Oliver Twist

Wydawnictwo: Świat Książki, 2005
Pierwsze wydanie: 1838
Ilość stron: 536
Tłumaczenie: opracowanie na podstawie edycji Wydawnictwa Gutenberga - Barbara Mirowska

Nigdy nie przepadałam za Dickensem. Nie rozumiałam tego sentymentalnego stosunku do"Opowieści wigilijnej". Postanowiłam się jednak z nim przeprosić za pomocą Oliviera Twista. Chciałam to przeczytać, żeby wreszcie móc zobaczyć sobie jak sfilmował tę opowieść Polański. I nie żałuję.

Zdjęcie obok przedstawia front pierwszego wydania (jeszcze z pseudonimem Dickensa - "Boz". W drugiej edycji pisarz umieścił już swoje prawdziwe imię i nazwisko. Zdjęcia wydania, które czytałam, nie znalazłam w sieci.

Dickens pisze w staroświecki sposób nawet jak na swoje czasy. Lubił pokazywać ogromne kontrasty, odmalowywał sentymentalne scenki, nawet przez moment nie okrywa tajemnicą swojego stosunku do bohaterów powieści. A jednak czyta się to z wielkim zainteresowaniem. wyobrażam sobie jak czytano to w kuchniach wielkich domów z wypiekami na twarzy, płacząc nad losem biednego dziecka i rzucając gromy na złoczyńców.

Chyba każdy wie o czym traktuje książka, więc nie będę tu przybliżać fabuły. Zaznaczę natomiast co mi się zwłaszcza podobało. Po ok. 200 stronach na serio zaczęłam przeżywać tę opowieść. W absolutnie wspaniały sposób odmalowano ówczesny Londyn i wieś, czułam się dzięki temu jak w jakiejś maszynie czasu! Wystarczyło też jakieś 100 lat, żeby społeczeństwo zaczęło traktować dzieci zupełnie inaczej. I bieda... Dziś ta mekka Polaków, wtedy był obskurnym miejscem, w którym panował głód i przestępstwo. I jeszcze jedno: dowcip pisarza.
Z jego oblicza przebijała surowość i nadzwyczajna nadętość. Gdyby naprawdę nie miał zwyczaju pić więcej, niż zdrowie wymagało, to mógłby śmiało wytoczyć sprawę przeciwko oskarżeniu, wyrytemu z tego powodu na jego twarzy, a z pewnością by ją wygrał i uzyskał hojne odszkodowanie.
Największe wrażenie zrobiło na mnie jedno morderstwo, w życiu czegoś takiego czytałam. I opis wydarzeń w więziennej celi. Te dwie sceny sprawiają, że nie jest to książka, którą można przeczytać własnemu dziecku na dobranoc.

Ocena: 5/6