Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2011

Gustav Meyrink - Golem

Wydawnictwo: Zielona Sowa, 2004
Pierwsze wydanie: Der Golem, 1915
Stron: 221
Tłumacz: Antoni Lange

W moim mieście powoli zbiera się na burzę i myślę, że to będzie idealna oprawa dla pisania tej recenzji. Sęk w tym, że nie wiem co napisać. Przede wszystkim jest to piekielnie trudna książka. Teraz już się tak nie pisze, ponieważ czytelnik szybko się nudzi, nie chce mu się szukać jakichś dodatkowych źródeł, które pozwoliłby odszyfrować kilka kolejnych warstw powieści. Wszystko powinno być podane na srebrnej tacy, jasne, wyraźne, nawet jeśli fabuła krąży wokół zagadki. W każdym razie nie przypominam sobie współczesnej powieści, która kryłaby w sobie wiele niewyjaśnionych tajemnic i wręcz broniła się przed ich odkryciem. Golem nie jest bowiem oparty na powiązaniach, motywach i wątkach, możliwych do odczytaniach dla wykształconych, a w każdym razie światłych ludzi. Ta książka wymaga niemalże specjalistycznej wiedzy lub dostępu do niej. A najlepiej przeczytania kilku innych pozycji dotyczących tych tematów!

Zdaję sobie sprawę, że 1/3 z Was właśnie totalnie zniechęciłam. Więc teraz dla Was piszę, dzielni ludzie ;). No to od początku: Golem jest zapisem snu narratora, który przeżywa "przygody" mistrza Pernata. Tenże praski wycinacz kamei otrzymuje od tajemniczego klienta księgę Ibbur... I teraz o niej słów kilka:
Przeczytałem książkę do końca i trzymałem ją jeszcze w rękach, a wówczas było mi tak, jak gdybym badawczo w mózgu własnym kartki przerzucał i to nie w jednej książce!
Wszystko, co mi ten głos powiedział, nosiłem w sobie, odkąd żyję, lecz było to zapomniane i ukryte przed mą świadomością aż do dnia dzisiejszego. (s. 15)
Proza Meyrink'a zaskakuje dosłownie od pierwszej strony i pierwszego zdania (Światło miesiąca spłynęło w nogi mojego łóżka i rozpostarło się jak wielki, jasny, płaski kamień.). Warto sobie o nim samym poczytać, bowiem ten "szatan z Pragi" uznawany jest za prekursora Kafki, surrealizmu, a sam Golem zaliczany jest do najważniejszych książek egzystencjalistycznych i nazywany jest "Biblią kabalistów". I tu zbliżam się do najważniejszego. Powieść ta to obłąkana mieszanka okultyzmu, mistyki, tarota, kabały i filozofii żydowskiej. Stąd właśnie moje słowa o potrzebie specjalistycznej wiedzy (wikipedia to za mało! trzeba tu kolejnych książek, stety/niestety). Pozwolę sobie jednak wkleić zdjęcie poznańskiego pomnika Golema z Wiki, jako że książka roi się wręcz od legend i starych opowieści, a ta jest właśnie kluczowa (a Meyrink podszedł do niej z zupełnie innej strony, rezygnując niemal z wątków sensacyjnych).



W związku z powyższym zainteresowani powinni wybrać albo wydanie z posłowiem (jak moje), albo po lekturze sięgnięcie po artykuły na temat powieści i/lub wspomnianych przeze mnie kabały i tarota. Bez tego ani rusz, Golem będzie tylko zwariowaną książką grozy z wyraźnymi wpływami Poe'go. Na szczęście, nawet odczytana tylko tak jest wspaniała i zachwyci Was wyrafinowanym, przepięknym językiem, mistrzowsko oddanym przez sławnego Antoniego Lange'a. Nie odbierajcie sobie jednak przyjemności jaka płynie z odkrywania kolejnych symboli, konstrukcji, ukrytych znaczeń (tam nawet zwykła litera "J" ma znaczenie). Dopiero wtedy możliwe jest zobaczenie w tej historii powieści inicjacyjnej, opowiadającej o wiecznej tęsknocie człowieka poszukującego wyższej wiedzy. Zaręczam - coś wspaniałego! I ostrzegam - książka ta wymaga skupienia, nie czyta się ją łatwo, ale w trakcie lektury niejeden raz myślałam "toż to arcydzieło!". Pamiętam, że jak ją skończyłam i przeczytałam posłowie autorstwa Tomasza Maciosa, miałam ochotę zacząć od początku. Zg na brak czasu, ograniczyłam się do fragmentów, np. tego:
Glob świata toczył się z trudem na moich barkach. I Herkules jakiś czas dźwigał na głowie sklepienie niebios - przyszło mi do głowy i utajony sens baśni odsłonił mi się przejrzyście. - I jak się na nowo podstępem wyzwolił, mówiąc do olbrzyma Atlasa: "Pozwól mi jeno wiązką szpagatu głowę obwiązać, aby mi czaszka nie pękła od tego straszliwego ciężaru", tak może byłaby jakaś ciemna droga, którą udałoby mi się zejść z tej stromej skały. (s. 56)
Zielona sowa nie ma dobrej prasy i faktycznie jej tanie wydania często pozostawiają wiele do życzenia. Tu też poprawiłabym kilka rzeczy dość drastycznie, ale chciałabym ten jeden raz oddać im sprawiedliwość i pochwalić. Bronią się więc swoimi posłowiami, zawsze profesjonalnie opracowanymi i pisanymi przez sensownych ludzi. A w przypadku Golema chyba po raz pierwszy dali idealnie dobraną okładkę: fragment obrazu Schielego Eremici z 1912 roku. Powiększcie go sobie, warto. Ponadto sam opis na okładce jest rozsądny (fragment: (...) czytelnik musi przyjąć, że nie dowie się wszystkiego, ponieważ w powieści symbolicznej i okultystycznej ważniejsze okazują się same pytania niż odpowiedzi (...).)


Często wpatrywałam się w ich twarze i te dziwne oczy, kiedy robiłam sobie przerwy w czytaniu. Mam wrażenie, że nic nie powiedziałam o tej książce, nic istotnego przynajmniej. Szczerze zachęcam, mam nadzieję, że ktoś tez odnajdzie (odnajduje) w niej to, co ja. Meyrink to pisarz wart poznania i włożonego wysiłku w jego prozę, chętnie przeczytałabym coś jeszcze jego autorstwa. Zupełnie też niespodziewanie zasiał we mnie ziarno ciekawości odnośnie kabały. Teraz w innym świetle widzę fascynację mistyką żydowską mojego starego kolegi. Solennie tez sobie obiecuję, że gdy tylko będzie to możliwe powtórzę Golema i wtedy zapewne dostanie 6 (poniższa ocena jest na zasadzie motywacji;).

Ocena: 5,5/6

2 sierpnia 2010

Alexander Pechmann - Biblioteka utraconych książek

Wydawnictwo: Świat Książki, 2009
Pierwsze wydanie: 2007
Liczba stron: 192
Tłumacz: Sława Lisiecka

Zazwyczaj nie piszę o książkach, których nie skończyłam (z jednym wyjątkiem), ale teraz się pokuszę o kilka słów, ponieważ Biblioteka ma mało ocen na bnetce i myślę, że sporo czytelników lubiących książki o książkach (do których i ja należę) może się pokusić. A moim skromnym zdaniem nie warto.

Dotrwałam co prawda tylko do 28 strony, ale już 3 pierwszy rozdziały dały mi próbkę tego, czego można dalej oczekiwać (i pobieżna lektura dalszej części to potwierdziła). Moim głównym zarzutem jest to, że wg mnie to książka napisana li tylko dla pieniędzy. Wydawca i tłumacz Pechmann wyczuł pismo nosem, a raczej popyt na takie książki, zebrał kilka opowiastek, dodał efektowną, twardą okładkę i czekał aż zacznie spływać na jego konto mamona. Proszę o wybaczenie, ale takie miałam wrażenie. Język Biblioteki razi sztucznością i takim podlizywaniem się czytelnikowi jakby zdradzał mu nie wiadomo jakie tajemnice przeznaczone tylko dla wybrańców losu. Dobór tych opowieści jest bardzo chaotyczny, można je jednak czytać samodzielnie. Raził mnie bardzo sposób przedstawiania historyjek. Opowiada np. o zaginionych szkicach Hemingway'a, człowiek się wczuwa, zaczyna przeżywać, a ten kończy "taki mniej więcej musiało to mieć przebieg"! Żenujące! Poza tym, żeby książka nie była podejrzanie cienka, opowiada w danym rozdziale o samym autorze, o innych jego książkach, przytacza niektóre fakty z jego biografii. Całość była więc dla mnie nudna i nieuczciwa.

Ocena: tylko na potrzeby bnetki 2/6