Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2002Pierwsze wydanie: 1999
Liczba stron: 215
Tłumacz: Krzysztof Puławski
Muszę się pokajać. Byłam uprzedzona w stosunku do tej książki. Właściwie mi ją wciśnięto w ręce i nie byłam przekonana do tego pomysłu. Oczekiwałam jakiegoś ckliwego czytadełka, romansowo - melodramatycznych wynurzeń, takie pitu pitu. I kurczę, aż mi głupio. Myliłam się, biję się w piersi, nie miałam racji.
To fantastyczna kilkugodzinna lektura, wszystko jest w niej tak delikatne, a całkowicie wyrywa czytelnika z miejsca, w którym jest i wrzuca do XVII-wiecznej Holandii. Chevalier naprawdę się postarała, nie tylko miała pomysł (modny już od lat), ale też przygotowała się do tego zadania. I to tak, że ja to kupiłam. Uwierzyłam w codzienność tego świata. Właśnie ta warstwa podobała mi się najbardziej. Zwyczajne życie w połowie XVII wieku, tak inne od naszego, jak obca planeta.
Nie napiszę niczego odkrywczego, bo już tyle osób pisało o tej książce w sieci, więc ja się tylko zgodzę. Tak, książka jest bardzo plastyczna, pełna kolorów, faktur tkanin, światła. Główna bohaterka Griet to tez nietuzinkowa dziewczyna: pełna spokoju, odpowiedzialna, inteligentna, poważna. Jest bardzo nietypową służącą, zafascynowaną do tego swoim pracodawcą - malarzem Vermeerem. A co z tego w rzeczywistości wyszło, to wiemy, słynny obraz. Szkoda, że na okładce nie ma prawdziwej reprodukcji Dziewczyny z perłą, tylko Johansson. Strach lodówkę otworzyć, pewnie też ją tam znajdę.
Ocena: 5/6