Wyjątkowo interesujące hasło. Mam takie dwa tytuły.
Arundhati Roy - Bóg rzeczy małych
Czytałam ją bardzo dawno temu, więc już nie wszystko pamiętam, ale zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Opis Indii był dla mnie całkowitą nowością, wcześniej był to dla mnie świat zamknięty, nieodkryty ląd. Stąd relacja kogoś stamtąd o kastach i zwyczajach była dla mnie bardzo cenna. Zachowałam z tej książki wspomnienia właśnie o tym, o upale, bliznach na brzuchu głównej bohaterki, o zamiataniu swych własnych śladów przez pariasów, o kolankach dwójki dzieci. I to zakończenie - jak uderzenie młotem w głowę. Wielka szkoda, że Roy napisała tylko jedną powieść...
Jung Chang - Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin
Ta książka zdobyła u mnie wyróżnienie w 2009 roku za "lekcję historii na wyciągnięcie ręki". Nauczyłam się dzięki niej nie oceniać łatwo mieszkańców państw totalitarnych czy autokratycznych. Uświadomiłam sobie, że nie można oczekiwać niemożliwego od ludzi wychowanych w danych systemie i nie znających niczego innego. Ta relacja z wnętrza Państwa Środka była dla mnie sporą nauczką. Do tego jest to doskonała opowieść o tym jak kolejne pokolenia wpływają na siebie, jak każdy mały trybik w rodzinie (nie)świadomie działa na rzecz młodszych od siebie. To było dla mnie ważne doświadczenie.

