4 lipca 2012

#3 Książka, która cię najbardziej zaskoczyła

Nad tym hasłem musiałam się już trochę zastanowić. Przejrzałam swoje oceny i postanowiłam skupić się na poszukiwaniach tytułu, który zaskoczył mnie pozytywnie, nie negatywnie, i w sumie szybko ją znalazłam. Co prawda, do tej kategorii zaliczam też i Sto lat samotności, i Hańbę, ale ponieważ o nich już pisałam u siebie, postanowiłam przedstawić tu coś kompletnie innego (mniejszego) kalibru. 

Jonathan Carroll - Na pastwę aniołów
Teraz już nie czytuję tego autora, skończył się dla mnie wraz z Kośćmi księżyca, potem już tylko odcinał kupony. Nawet nie wiem czy teraz wydaje nowe książki... A kiedyś czytałam go taśmowo, bardzo lubię jego wcześniejsze utwory. I właśnie Na pastwę aniołów zaliczam do moich największych zaskoczeń czytelniczych, a nie o wiele bardziej znaną Krainę chichów. Zaczyna jak to on, zwyczajnie, jakąś obyczajową historią, wrzuca do środka postaci nie zwracające specjalnej uwagi. Następnie, też tradycyjnie, wpisuje w to jakieś rysy, pęknięcia, coś niepasującego do rzeczywistości. Ugniata fabułę na stolnicy, coraz bardziej zniekształca prawdziwy obraz tej historii i nagle coś, co jawiło mi się jak opowieść o rodzącym się uczuciu staje się czymś całkowicie innym. Po przeczytaniu finałowej rozmowy dwóch postaci w austriackiej restauracji siedziałam bite 5 minut oniemiała z rozdziawioną paszczęką. Nigdy wcześniej i nigdy później jak dotąd mi się to nie zdarzyło.

6 komentarzy:

  1. I wiesz co zrobiłaś? Wiesz? Właśnie zarezerwowałam ją sobie w bibliotece! :P A dopiero dzisiaj odniosłam jedną książkę i miałam mocne postanowienie nie brania niczego przez jakiś czas. Uch, Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :)))
      Mam na Ciebie zły wpływ :]

      Usuń
  2. Podobnie uważam, że ilość u Carrolla nie przeszła w jakość. Najbardziej jednak podobała mi się "Kraina Chichów", sam pomysł i to, że nia ma tam jednego zbędnego zdania. Potem oczywiście "Kości księżyca", inna "wersja", w każdym razie coś w tym rodzaju:), "Lśnienia" Kinga, podobało mi się też "Śpiąc w płomieniu" a także "Na pastwę Aniołów", była to chyba ostatnia jego książka jaką przeczytałem. Miałem taki okres fascynacji książkami Carrolla, chociaż często po przeczytaniu zapominałem o czym były, pamietałem poszczególne bardzo dobre fragmenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam ten okres fascynacji, stąd sporo jego książek znam, jednak Kości... uznałam już za pretensjonalne. Co ciekawe, i ja często szybko zapominałam fabułę jego książek, zostały mi w głowie tylko tytuły i pojedyncze sceny.

      Usuń
  3. Wpisałem na swoją liste. Kraine juz mam i bede niedlugo czytal.

    Myślałem nad "znielubioną książką" ale darowałem sobie wypowiedź bo byłby to "Norwegian Wood" a już o nim u ciebie pisałem:).

    Za to powiem, że najbardziej zaskakują mnie komiksy Alana Moore'a. To jakiś fenomen bo bylem za każdym razem przygotowany. Brałem do ręki "Strażników", "From hell" i "Promethe" ze świadomością, że mam do czynienia z arcydziełami - a mimo wszystko dalej mnie zaskakiwały i okazywały się być o czymś innym niż moglem sądzić. Okresy oniemienia rozciągają sie w godziny. Do tego to twory ktore potrafia zmienic wiele w życiu czytelnika... przynajmniej w moim zmieniły.

    ps Swoja droga podrzucam fajny dokument: http://www.youtube.com/watch?v=XojNA0I36wo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Carroll to kategoria wagi średniej, ale jednak udało mu się mnie zaskoczyć. Swoją drogą, ciekawa jestem czy teraz, te kilkanaście lat później, też bym tak spojrzała na tę książkę.

      A ze znielubioną książką to chciałam trochę wbić kij w mrowisko i dlatego tak pojechałam z tym Hemingwayem ;) Nikt by się nie oburzył, gdybym dała tu jakiś hit jednego sezonu (typu "Miłość ponad czasem", który porzuciłam na 33 stronie!).

      Usuń

Jak powiedział Tuwim "Błogosławiony, który nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego w słowa" :)