17 stycznia 2010

Mika Waltari - Egipcjanin Sinuhe

Wydawnictwo: Czytelnik
data pierwszego wydania: 1945
ilość stron: 747

Zdjęcie obok nie przedstawia może najpiękniejszej okładki (teraz widzę w sieci, że można dostać naprawdę ładne wydania), za to treść kryje imponującą. Dowiedziałam się o tej książce z dobrych kilka lat temu, a kiedy już ją pożyczyłam, czekała cierpliwie na swoją kolej jakieś pół roku. Może to i dobrze, że przeczytałam ją dopiero teraz, a nie na przykład jako nastolatka, nie wiem czy bym dobrze zrozumiała jej przesłanie, może skupiłabym się tylko na jakichś aspektach bliskich młodości.

Jak tylko zaczyna się ją czytać, zwraca uwagę język: zdania są długie, nierzadko liczą 5-10 wersów, pełne powtarzanych czasowników i rzeczowników. Trzeba więc dać sobie chwilę, żeby przyzwyczaić się do tej techniki pisania. Tutaj, coś, co jest błędem stylistycznym (np. powtarzanie słowa "wino" 10 razy w jednym, krótkim akapicie) buduje niepowtarzalny klimat tej powieści, sprawia, że się w nią zwyczajnie wierzy. Odnosiłam wrażenie, że mam do czynienia z jakimiś starożytnym skryptem znalezionym w antycznej skrzyni w jednym z egipskich grobowców, który wysiłkiem zapalonych badaczy został przetłumaczony na współczesny język i rozpowszechniony na kartach tej książki, aby cały świat mógł czerpać wiedzę z opowieści jednego człowieka - Sinuhe. Tymczasem autorem jest ktoś z dalekiej i zimnej Finlandii - Mika Waltari, pisarz, z którym zamierzam się w przyszłości bliżej zapoznać. Natomiast Akademię Szwedzką, za to, że nie przyznała mu literackiej nagrody Nobla, ratuje chyba tylko to, że w tych latach (1946r. i 1947r.) nagrodzili Hessego i Gide...

Bez sensu jest zachwalać tę książkę, bo to jakby zachwalać powiedzmy Prusa czy Sołżenicyna. Pewne rzeczy wydają się po prostu oczywiste ;) Nie trzeba też streszczać fabuły, jest to połączenie powieści historycznej z przygodową, w której główny bohater prowadzi nas przez swoje czasy, zawirowania i dzieje swej ojczyzny, stając się (najczęściej dzięki przypadkowi) ich bezpośrednim świadkiem, a dzięki temu naszym narratorem i przewodnikiem. Sinuhe jest naiwnym głupcem, któremu często zdarza się powiedzieć coś mądrego i który powoli dochodzi do gorzkiej wiedzy, jego kompanem zaś jest Kaptah - niewolnik, którego długie monologi są komicznymi przerywnikami w tej jednak pesymistycznej książce. Pełno tu świetnych wyrażeń, które są stale powtarzane - np. rozdzierał na sobie szaty, było to zapisane w gwiazdach na długo przed moim urodzeniem, jeszcze jednak nie wypełniła się miara mojego życia i moje ulubione: Twoja mowa jest dla mnie jak brzęczenie much. Jednak siłą tej książki są prawdy dotyczące natury człowieka, naszego życia i świata, jest ich tyle, że można by tym niejedną książkę obdzielić i ma się wrażenie jakby zebrano tu niemal całą wiedzę o ludzkiej rasie. Po raz pierwszy też uświadomiłam sobie, że teraz by mi się właśnie czytnik e-booków przydał - co rusz bym sobie tym rysikiem zaznaczała interesujące cytaty. Egipcjanina można otworzyć niemalże na dowolnej stronie, żeby znaleźć np. takie perełki:
Łatwo by mi było upiększyć moje postępki i powiedzieć, że wszystko to zrobiłem dla Egiptu, ale uczynki ludzkie nie są proste do wytłumaczenia i wino ludzkich czynów nigdy nie jest czyste i klarowne, lecz zawsze z czymś zmieszane. Piszę to wszystko dla siebie i dlatego przyznaję, że być może nie podjąłbym się tego czynu, gdybym owej nocy w moim domu nie zląkł się nagłej śmierci. Ale kiedy się go już podjąłem, upiększałem to, co miałem zrobić, na wszystkie sposoby, przybierając w piękne piórka złudzeń, dopóki sam nie uwierzyłem, że czynem moim ratuję Egipt.
Waltari ma w ogóle talent do pięknych, koronkowych metafor i porównań. To na przykład bardzo przypadło mi do gustu: Moje dzieciństwo i moja młodość były jak przejrzysty, głęboki strumyk, natomiast mój wiek męski był jak wielka rzeka, która rozlewa się szeroko, pokrywając wiele gruntu, lecz której woda jest płytka, zatrzymuje się się w swoim biegu i pleśnieje. Kiedy jednak ty weszłaś w moje życie (...) zebrałaś wszystkie wody, które z radością spłynęły w jedno głębokie koryto i wszystko stało się dla mnie znowu podobne do pajęczyny, którą bez trudu można zmieść ręką.

Z czystym sumieniem polecam każdemu tę książkę o głupio - mądrym Sinuhe i dopisanie jej do prywatnej listy "muszę przeczytać przed śmiercią". Radzę tez przygotować sobie notatnik na co lepsze cytaty :)

Ocena: 5,5/6

9 komentarzy:

  1. Nie dałam rady przeczytać całego Twojego tekstu, ponieważ jednak dla moich oczu białe małe litery na czarnym tle to za wiele.
    Ale już przechodzę do sedna.
    Otóż ja również mam tę książkę od kilku lat na półce i wiem, że ludziska ją chwalą, ale jakoś dotychczas nie zmobilizowałam się do jej przeczytania. Twoja recenzja, a przynajmniej pierwsze trzy akapity, na pewno mi pomogą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że zachęciłam, już sama wysoka ocena na b-netce przy ponad 1000 głosów mówi, że to książka szczególna.
    Jak zaznaczysz fragment będziesz mieć literki niebieskie na białym tle ;) Albo możesz powiększyć sobie tekst w przeglądarce.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, dzięki, faktycznie, jest niebieskie na białym! O wiele lepiej, teraz doczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się pod każdym słowem :) Książka zdecydowanie warta przeczytania! Ja czytałam niecały rok temu i już mam ochotę przeczytać ponownie :) Kornwalia - dobra robota :D

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie jak u Kalio, Egipcjanin czeka na swoją kolej od lat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam kilkakrotnie - to jedna z moich ulubionych książek. Myślę, że byłaby w mojej "wiekliej trójce" :) Nadal wiele osób o niej pisze, poleca ją, dyskutuje... To o czymś świadczy.

    Ps. Mój egzemplarz jest taki jak na zdjęciu i nie zamieniłabym go na żaden inny :) Mimo że się rozpadł...

    cvn (również na Biblionetce)

    OdpowiedzUsuń
  7. To wydanie było ok, bardzo skromne, jako takie mogłoby zostać, tyle że się trochę rozkleja. Warto mieć tę ksiązkę w twardej oprawie i szytą, żeby przeżyła wszystkie kartkowania w ciągu lat, zaznaczanie ulubionych fragmentów i pokazywanie ich innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dowiedziałem się o tej książce z Twojego blogu. Zadurzyłem się w niej, w jej nostalgicznej atmosferze od pierwszego zdania; od samego początku poczułem więź z autorem/narratorem. Dlaczego? Dlatego, że - chociaż może to zabrzmieć niedorzecznie i pyszałkowato - sam rozpoczął bym swój hipotetyczny kawałek prozy od odarcia ze wszystkich złudzeń motywów, które by mną kierowały przy pisaniu. To chyba dosyć rozpowszechniony zabieg literacki?

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzadko się z nim akurat spotykam,zresztą tylko niektórzy wplatają powody pisania swojego bohatera. Wg mnie słowa Sinuhe, że pisze tylko dla siebie, a jego rękopisy zamienią się w proch, dodają takiego smaczku książce, dzięki temu m.in. ma się uczucie, że to cenny zabytek dawno zapomnianej przeszłości ;)
    Cieszę się, że mogłam polecić jakąś książkę.

    OdpowiedzUsuń

Jak powiedział Tuwim "Błogosławiony, który nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego w słowa" :)