Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B., 1997
Pierwsze wydanie: 1996
Liczba stron: 269
Zdjęcie obok przedstawia wydanie Wydawnictwa Literackie.go Moje było ładniejsze, ale w sieci jest tylko małe zdjęcie na jakiejś chińskiej stronie. Jak mój telefon stwierdzi, że jednak pozwoli się podłączyć do komputera, to wymienię je (edit: zrobione).
Liczba stron: 269
Zdjęcie obok przedstawia wydanie Wydawnictwa Literackie.go Moje było ładniejsze, ale w sieci jest tylko małe zdjęcie na jakiejś chińskiej stronie. Jak mój telefon stwierdzi, że jednak pozwoli się podłączyć do komputera, to wymienię je (edit: zrobione).
Ruta kochała grzyby bardziej niż rośliny i zwierzęta. Opowiadała, że prawdziwe królestwo grzybów jest ukryte pod ziemią, tam gdzie nigdy nie dochodzi słońce. Mówiła, że na powierzchnię ziemi wychodzą tylko grzyby skazane na śmierć albo za karę wygnane z królestwa. Tutaj giną od słońca, z ręki człowieka, podeptane przez zwierzęta. Prawdziwa podziemna grzybnia jest nieśmiertelna. (s. 112)Coś mi się widzi, że Tokarczuk wpadnie do mojego worka "ulubieni pisarze". Jest bezbłędna. Cokolwiek liźnie własną wyobraźnią, zamienia się w moich oczach w złoto. Tak samo się czułam, trzymając w rękach Dom dzienny, dom nocny. Siedzę, czytam i chłonę jak dziecko. To są książki, które bym sama chciała pisać... Konia z rzędem dla tego, kto wie jak one się rodzą w jej mózgu!
Patrzy teraz [Bóg] na swe dzieło i musi zmrużyć boskie oczy. Hiob jaśnieje tym samym światłem, którym jarzy się Bóg. A może nawet blask Hioba jest większy, bo Bóg musi zmrużyć swoje boskie oczy. Przestraszony, w pośpiechu zwraca więc Hiobowi wszystko po kolei, a nawet przydaje mu jeszcze nowych dóbr. Ustanawia pieniądz dla ich wymiany, a wraz z pieniądzem sejfy i banki, daje piękne przedmioty, mody, pragnienia, pożądania. I nieustanny lęk. Zasypuje tym wszystkim Hioba, aż jego światło powoli zaczyna przygasać i wreszcie znika. (s. 200)Są takie słowa: Co to jest miłość? To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu. Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się, że przemókł do głębi serca. I ja właśnie miałam tak z Prawiekiem. Czytałam, czytałam, aż się w nim zakochałam. Niby nic, niby nic wielkiego się nie dzieje, ot, życie się toczy swoim torem, ludzie rodzą się i umierają w ciągu niecałych 100 lat, budują, niszczą, odchodzą, przychodzą inni. Zmienia się wszystko, a jednak jest coś trwałego. Prawiek i inne czasy jest jak cykl życia drzewa, które rodzi owoce i rozrasta się by w końcu poddać się czasowi. Jest to z pewnością pozycja, którą bym chciała mieć na półce, i do której chętnie będę wracać. Jest w tej opowieści coś niezniszczalnego.
Młynki mielą i dlatego istnieją. Ale nikt nie wie, co młynek znaczy w ogóle. Nikt nie wie, co wszystko znaczy w ogóle. Może młynek jest odpryskiem jakiegoś totalnego, fundamentalnego prawa przemiany, prawa, bez którego ten świat nie mógłby się obejść albo byłby zupełnie inny. Może młynki do kawy są osią rzeczywistości, wokół której to wszystko się kręci i rozwija, może są dla świata ważniejsze niż ludzie. A nawet może ten jedyny młynek Misi jest filarem tego, co nazywa się prawiekiem. (s. 45)Każdy ma swój własny czas, każdy ma swoją ścieżkę do przejścia. Chyba najbliższy mi był Izydor i dziedzic Popielski. Ten pierwszy bardzo niespodziewanie, bo początkowo wzięłam go za mało istotną postać, a ostatecznie rozumiałam go jak siebie. Ten drugi za fascynację grą i jej ciekawość. Magia tej książki zasadza się na kilku małych przedmiotach, małej wioseczce, drobiazgu ludzkim. Wszystko jest tu swojskie i ludzkie, ale oparte na tajemnych zasadach rządzących światem. Tokarczuk porównują do Marqueza zg na realizm magiczny. Noblisty nie obrażę, jeśli uznam, że poziom mają równie wysoki.
Labirynt narysowany na płótnie składał się z ośmiu kręgów czy sfer, zwanych Światami. Im bliżej środka, tym bardziej labirynt wydawał się gęsty, tym więcej w nim było ślepych zaułków i uliczek prowadzących donikąd. I odwrotnie - sfery zewnętrzne sprawiały wrażenie jaśniejszych, przestronniejszych, a ścieżki labiryntu zdawały się tu szersze i mniej chaotyczne - jakby zapraszały do wędrówek. Sfera stanowiąca centrum labiryntu - ta najciemniejsza i najbardziej poplątana - nazywała się Światem Pierwszym. (s.87-88)W 1997r. Prawiek przegrał z Widnokręgiem Myśliwskiego "walkę" o nagrodę Nike. Oby był tego warty, bo jeszcze nie miałam przyjemności. Tokarczuk otrzymała za to Nagrodę Fundacji im. Kościelskich, czyli polskiego Nobla dla pisarzy przed czterdziestką. Czytajcie więc (choć patrząc na liczbę ocen na bnetce pewnie już to wszyscy znają) i pamiętajcie o niepozornych młynkach do kawy ;)


Zapamiętajcie nazwisko
Film niepokojący, od którego trudno się uwolnić. Wystawienie mu oceny i jako-takie przetrawienie zajęło mi 3 dni, co jest moim rekordem życiowym. Wybitna, i jak dotąd najlepsza, rola Isabelle Adjani. Nie dziwi mnie wcale, że po zdjęciach przeszła załamanie nerwowe, dała z siebie wszystko. Fabuła pełna tajemnic,
Nieodżałowany i niezawodny Melville. Po nim zawsze spodziewam się wielkich rzeczy. Akcja dzieje się we Francji w czasie II wojny światowej, a główni bohaterowie są członkami ruchu oporu. Jest to opowieść o zdradzie, przyjaźni i próbie charakteru. Wysmakowane kadry, wspaniałe aktorstwo. Palce lizać.
Umieszczenie tutaj tego filmu może trochę zaskakiwać, bowiem jest to obraz, który można spokojnie obejrzeć sobie wieczorem do kolacji. A jednak wyróżnia się na tle innych thrillerów. Może na ocenie zaważyła ta słynna
Sławny tytuł, ale ja miałam przyjemność dopiero teraz go zobaczyć, choć może słowo "przyjemność" nie do końca tu pasuje. Zalecana duża ilość napojów i ręcznik w trakcie projekcji. Film, który zmęczył mnie fizycznie i psychicznie. Sama czułam się jak po maratonie tanecznym. Jest on zresztą metaforą ludzkiego życia, pokazano też schematy ludzkich zachowań. Wszystko to w znoju, brudzie, w atmosferze defetyzmu, bohaterowie zachowują jakby nie mieli wyboru, jakby nie mieli wpływu na własne decyzje. I tylko śmierć jest ucieczką z tego. Bardzo
Zaskoczeniem wielkim było dla mnie, że film składa się tylko z listów i obrazów. Okraszone jest to dodatkowo zdjęciami różnych urokliwych miejsc. Wszystko tworzy spójną całość, uzupełnia się nawzajem, a człowiek od lokacji zasługuje na oklaski - bywa, że zdjęcie bierzemy za obraz mistrza, jest tak skadrowany i oświetlony, a tu nagle gdzieś dostrzegam ruszający się mak. Pyk! Iluzja prysła, to jednak prawdziwy
Visconti staje się powoli jednym z moich ulubionych reżyserów, choć jego filmom nie stawiam nigdy 10-tek. Ale nigdy nie pozwalają mi o sobie zapomnieć, poruszają we mnie jakieś głębokie nuty, trudno mi to wytłumaczyć. Nie jest to jego najlepsze dzieło (dostało ode mnie 8), ale jest tu jakaś kobieca siła, ale też niewola...
Spokojne, kolorowe anime. Nadzorowane przez
Absolutnie genialny dramat, właściwie film
Bo jest to pierwszy ważny film Kurosawy, pierwszy, w którym mógł robić, co chciał, w 