2 czerwca 2010

Orhan Pamuk - Śnieg

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2007
Pierwsze wydanie: 2002
Stron: 556

Literacka Nagroda Nobla 2006

Książka z zimą w tle, ale czytelnik nie czuje zimna. Nie czuje też ciepła, w zasadzie. Przez 500 stron jest w jakimś zawieszeniu. Pamiętam swoją myśl, kiedy już czytałam: "chciałabym napisać taką książkę". Ale już po ptakach, napisał ją Pamuk.

Można sobie śmiało przeczytać tekst na tylnej okładce, nic kompletnie nie zdradza i jest dość intrygujący, no, może za bardzo obiecuje jakieś sensacyjne intrygi, zupełnie niepotrzebnie. Ja na pierwszy plan wysunęłabym zderzeniu kultur, co może być dziwne, bo główny bohater też jest Turkiem, tyle że emigrantem, która wraca na jakiś czas do kraju, do mieściny zwanej Kars. Wydaje mi się jednak, że ta książka może wzbudzić takie wrażenie czytana przez osobę z zachodniego kręgu kulturowego. Bo dla mnie to było zmierzenie się z zupełnie inną mentalnością, kulturą, językiem, obyczajowością. Miałam podobne wrażenie, czytając "Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy. Po prostu, otwierając te tytuły trzeba przystać na to, że to nie będzie do końca nasz świat, że tam obowiązują inne prawdy i inne zasady. Oczywiście, świat nie staje na głowie, płacz jest płaczem, a gniew jest gniewem. Chodzi mi o warstwę kulturową.

Czytamy o Ka, tureckim poecie, który wraca na jakiś czas do Turcji i jedzie do Karsu w roli dziennikarza. Kars zostaje odcięty od świata przez śnieg na trzy dni. W tym czasie wiele rzeczy się wydarzy... I o tym wszystkim autor zdecydował się napisać książkę po śmierci swojego przyjaciela, Ka, która nastąpiła kilka lat później (ta informacja przewija się przez cały tekst, więc nic nie zdradzam). Miesza się tu polityka, wiara i miłość (a może tylko zauroczenie).
Po raz pierwszy w życiu był tak swobodny. Zapomniał o pragnieniach, których nauczyły go pornograficzne filmy i gazety, obrazach, które kiedyś trzymał na podorędziu wyobraźni, kochając się z innymi kobietami. Przy każdym zbliżeniu z Ipek jego ciało odnajdowało nie znaną wcześniej muzykę, poruszało się w jej rytmie. Co jakiś czas drzemał. We śnie, przesiąkniętym rajską atmosferą letnich wakacji, biegł gdzieś co tchu, był nieśmiertelny, jadł niekończące się jabłko w samolocie, który właśnie spadał na ziemię. I budził się od pachnącej jabłkiem ciepłej skóry ukochanej, patrzył z bliska w jej oczy oświetlone wpadającym przez okno delikatnym miodowym blaskiem latarni i śniegową poświatą. A widzą, że ona także nie śpi i ukradkiem spogląda na niego, czuł że oboje są jak dwa wieloryby odpoczywające na płyciźnie. (s. 393)
Ważny jest w Karsie (całej Turcji?) przede wszystkim stosunek do Boga. My, Europejczycy, nie zdajemy sobie nawet sprawy jak bardzo. Tam nie ma szarości, jest tylko czerń i biel, albo się wierzy, albo nie. Nasza odpowiedź na tę kwestię determinuje wszystko wokół nas. To mi przypomina jedną z książek Ryszarda Kapuścińskiego, już teraz nie pomnę którą. Wspomina, że jest to świat (jakieś państwo Trzeciego Świata), w którym szybko na wstępie znajomości ludzie pytają obcego "czy wierzysz w Boga?" i on wielokrotnie był o to pytany. I nas może to dziwić, dla nas to już kwestia osobista, wręcz intymna, ale dla dużej części świata to nie jest sprawa prywatna, tylko konieczna do ustalenia. Bardzo, bardzo podobało mi się jak Pamuk do pokazał, i to tak, żebym ja, z Europy, to dobrze zrozumiała.
Wyrównaj z obu stron
Podczas lektury przypomniały się mi też te debaty ze studiów dotyczące tego, czy Turcja powinna zostać przyjęta do Unii Europejskiej. Ta książka w żadnym razie nie odpowiada na to pytanie, pozwala jednak zastanowić się jak bardzo ten kraj odbiega jednak od kultury judeo-chrześcijańskiej. Jakie są istotne różnice między nami. Jest taki moment w Śniegu, w którym fikcja miesza się z rzeczywistością (autor sugeruje, ze wszystko zdarzyło się naprawdę, ale nie mam pojęcia jaka jest prawda), gdy jeden z bohaterów przemawia do Europejczyków, żeby nie czuli się tacy pewni, że znają Turków, żeby nie czuli do nich litości, nie wyobrażali sobie, że mieszkańcy Karsu są ciepłymi, miłymi ludźmi, bo w rzeczywistości ich nie znają i nie mogą nic o nich powiedzieć. Ja jednak ani przez chwilę nie udawałam przed sobą, że wiem coś więcej o Turcji, niż faktycznie wiem. Różnice kulturowe fascynują mnie, uwielbiam czytać o nich, bo nie są ani dobre, ani złe. Po prostu są i ich istnienie powinno być dla ludzi naturalne. Cieszę się, że usłyszeliśmy głos Turka piszącego w ten sposób o swoim narodzie, o ich stosunku do nich samych, o ich kompleksach jakby nie patrzeć i dumie.
Kiedy ci tam, w Europie, piszą wiersze albo śpiewają piosenki, oni są ludźmi, a my tylko mułzumanami. Jeśli my napiszemy, to będzie to poezja etniczna. (s. 359)
Szczerość uznałabym chyba za główną cechę tej książki. Od razu rzuca się w oczy całkowita zgoda autora na ujawnianie stanów emocjonalnych głównego bohatera i swojego, kiedy już wkracza na scenę. Nie pamiętam, żebym czytała coś takiego. Odnotowana jest każda, choćby najdelikatniejsza, zmiana nastroju, cała paleta jego odcieni, nic nie kryje się przed oczami czytelnika. Wydawało mi się, że może kobieta mogłaby tak pisać, a tu niespodzianka... Pamuk pisze ładnym językiem, mimo wiosny, łatwo było mi wyobrazić sobie to miasteczko otulone śniegiem, zabiedzone budyneczki, kryjówki islamistów, herbaciarnie i czarnego psa pałętającego się na dworcu. Pół oceny w dół poszło tylko za nieco siadającą końcówkę.
Co ja robię na tym świecie? - pomyślał Ka. - Jaki ten śnieg jest marny z oddali i jaki ja jestem marny. Człowiek żyje, starzeje się, znika.
Czuł, że istniał tylko w połowie, że druga połowa ulotniła się gdzieś, obumarła - mimo to wciąż kochał siebie, wciąż z troską patrzył na drogę, jaką wytyczało mu życie. Jakby sam był płatkiem śniegu. (s. 111)
I jeszcze jedno. Poezja. Poeta w Karsie napisał 18 wierszy, o których duże pisze narrator i to w taki sposób, że mamy już ochotę sprzedać własną matkę, byleby tylko dane nam było je przeczytać! Ech, może znajdę kiedyś ten zielony zeszyt Ka...
Zatytułował go Śnieg. Później, rozmyślając o tym, jak powstał, skojarzył go z płatkiem śniegu, który w jakiś niezwykły sposób stał się odzwierciedleniem jego życia. Jeśli istotnie tak było, wiersz ten powinien się znajdować jak najbliżej środka śniegowego płatka, punktu objaśniającego logikę całego istnienia. I tak jak trudno jest teraz rozstrzygnąć, co powodowało Ka, gdy pisał ten wiersz, tak trudno jest stwierdzić, czy do owego wniosku doszedł nagle, czy też wniosek ów był następstwem tajemnej symetrii życia. (s. 113-114)
Ocena: 5,5/6

Inne książki tego autora:

4 maja 2010

Charles Dickens - Oliver Twist

Wydawnictwo: Świat Książki, 2005
Pierwsze wydanie: 1838
Ilość stron: 536
Tłumaczenie: opracowanie na podstawie edycji Wydawnictwa Gutenberga - Barbara Mirowska

Nigdy nie przepadałam za Dickensem. Nie rozumiałam tego sentymentalnego stosunku do"Opowieści wigilijnej". Postanowiłam się jednak z nim przeprosić za pomocą Oliviera Twista. Chciałam to przeczytać, żeby wreszcie móc zobaczyć sobie jak sfilmował tę opowieść Polański. I nie żałuję.

Zdjęcie obok przedstawia front pierwszego wydania (jeszcze z pseudonimem Dickensa - "Boz". W drugiej edycji pisarz umieścił już swoje prawdziwe imię i nazwisko. Zdjęcia wydania, które czytałam, nie znalazłam w sieci.

Dickens pisze w staroświecki sposób nawet jak na swoje czasy. Lubił pokazywać ogromne kontrasty, odmalowywał sentymentalne scenki, nawet przez moment nie okrywa tajemnicą swojego stosunku do bohaterów powieści. A jednak czyta się to z wielkim zainteresowaniem. wyobrażam sobie jak czytano to w kuchniach wielkich domów z wypiekami na twarzy, płacząc nad losem biednego dziecka i rzucając gromy na złoczyńców.

Chyba każdy wie o czym traktuje książka, więc nie będę tu przybliżać fabuły. Zaznaczę natomiast co mi się zwłaszcza podobało. Po ok. 200 stronach na serio zaczęłam przeżywać tę opowieść. W absolutnie wspaniały sposób odmalowano ówczesny Londyn i wieś, czułam się dzięki temu jak w jakiejś maszynie czasu! Wystarczyło też jakieś 100 lat, żeby społeczeństwo zaczęło traktować dzieci zupełnie inaczej. I bieda... Dziś ta mekka Polaków, wtedy był obskurnym miejscem, w którym panował głód i przestępstwo. I jeszcze jedno: dowcip pisarza.
Z jego oblicza przebijała surowość i nadzwyczajna nadętość. Gdyby naprawdę nie miał zwyczaju pić więcej, niż zdrowie wymagało, to mógłby śmiało wytoczyć sprawę przeciwko oskarżeniu, wyrytemu z tego powodu na jego twarzy, a z pewnością by ją wygrał i uzyskał hojne odszkodowanie.
Największe wrażenie zrobiło na mnie jedno morderstwo, w życiu czegoś takiego czytałam. I opis wydarzeń w więziennej celi. Te dwie sceny sprawiają, że nie jest to książka, którą można przeczytać własnemu dziecku na dobranoc.

Ocena: 5/6

3 maja 2010

Mark Haddon - Dziwny przypadek psa nocną porą

Wydawnictwo: Świat Książki 2004
pierwsze wydanie: 2003
ilość stron: 224

Tak długo czekała na swoją kolej, aż mi teraz żal! Wypożyczałam z myślą, że uwielbiam kryminały, a ten miał być wielce oryginalny ze względu na głównego bohatera. Okazał się nie być kryminałem wcale, co mu na dobre wyszło. Najważniejszą postacią jest Christopher a najważniejsze, co powinniście o nim wiedzieć to, że choruje na zespół Aspergera, łagodniejszą odmianą autyzmu (więcej tu). Książka napisana jest z jego punktu widzenia, stąd cały jej układ, akcja i opisy są zupełnie nietypowe jak na powieść. Nawet numerki rozdziałów się nie zgadzają (dopóki nie poznamy logicznej zasady, która tym rządzi). Christopher najczęściej opisuje jakieś zdarzenie ze swojego życia, by potem opisać coś (czasami pozornie) niezwiązanego z tematem i tak się to przeplata. Zaczyna się od zamordowanego psa sąsiadki, a ostatecznie będzie wielkim zmierzeniem się ze światem, w którym nasz 15-latek będzie zmuszony zastosować swoje ukochane zasady logiki w stosunku do zachowań ludzi i ich otoczenia.

Książeczka jest krótka, zapełniona sporą ilością rysunków, ciekawymi spostrzeżeniami, zagadkami i logicznymi wyjaśnieniami Krzysia. Napisana współczesnym językiem, śmieszno - smutna, w każdym calu szanująca każdego bohatera. Mark Hoddon zdaje się mieć sporą wiedzę o ludziach i ich zachowaniach. Nie ma papierowych ludzi z reklam, robią oni złe i dobre rzeczy, popełniają błędy jak my, wpadają w złość, nie słuchają się nawzajem... I brak tam taniego sentymentalizmu, a oto dowód: (ojciec odbiera syna z komisariatu)
Na korytarzu stał tata. Podniósł prawą rękę i rozłożył palce jak wachlarz. Uniosłem lewą dłoń, rozłożyłem palce jak wachlarz i dotknęliśmy się palcami i kciukami. Robimy tak, bo czasem tata pragnie mnie uściskać, ale ja nie lubię się ściskać, więc zamiast tego dotykamy się palcami, co oznacza, że tata mnie kocha.
Chciałabym mieć ją na własność i jeszcze przeczytać ją w oryginale. Co do wydania: tekst na okładce jest jednym z najlepszych przykładów jak zachęcić czytelnika do czytania i nie zepsuć mu radości już na wstępie ;) Gorąco polecam!

Ocena: 6/6

2 maja 2010

Adam Wiśniewski Snerg - Robot

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
Pierwsze wydanie: 1973
Ilość stron: 364

Wyszperałam w bibliotece. Pierwsze co się rzuca w oczy, to świetne okładki dzięki wykorzystaniu genialnych obrazów nieodżałowanego Zdzisława Beksińskiego. Musiałam trochę poczekać, aż ktoś odda część pierwszą, choć książki Snerga nie układają się dosłownie w chronologiczny cykl, to jednak można na nich naleźć numerki "tom 1" itd. I tak dzięki przypadkowi dowiedziałam się o istnieniu cenionego polskiego wybitnego pisarza s-f, do tego niezwykle tajemniczego. Chciałabym przeczytać też inne jego książki.

Robot został świetne wydany, bardzo porządnie i oryginalnie, z przyjemnością więc otwiera się tę książkę. Trzeba się jednak wykazać sporą dozą cierpliwości przez pierwsze 50-60 stron, ponieważ język jest wyjątkowo zagmatwany. Potem dopiero puzzle zaczynają się układać, ale ostateczne odpowiedzi czytelnik poznaje dopiero w ostatnich 3 rozdziałach (a wierzcie mi - jest na co czekać!). Autor lubi długie zdania o niebłahej treści. Wyczytałam też o nim, że jest fizykiem-samoukiem i jest to bardzo widoczne w tekście, często tłumaczy logikę zdarzeń za pomocą fizyki, przypomina wzory i coś wylicza. Można się trochę przerazić, ale zaręczam, że skoro ja sobie z tym dałam radę, to każdy może.

Tytułowy robot (BER-66, przybierający imię Net) próbuje odkryć zagadkę czy jest nim naprawdę, czy jednak jest człowiekiem ze zmienioną pamięcią. Znajduje się on w schronie razem z ludźmi, którzy schronili się tam po wybuchu jądrowym na powierzchni. Opis ten jest bardzo ogólny i nieoddający pełni tego, co można przeczytać. Bardzo mi się podobała wyobraźnia Snerga, momentami było to wręcz zachwycające, aż widziałam przed oczami jakiś oszałamiający film z efektami specjalnymi jeszcze niemożliwymi do zrobienia w filmie (poza animacją, oczywiście). Zwłaszcza porywa opis miasta w równorzędnej rzeczywistości. W nagrodę za krążenie po tym kafkowskim labiryncie zdarzeń i ludzi dostajemy Teorię Nadistot, z którą łączy się Teoria Względności Życia, oryginalną koncepcję autora, w której właściwie trudno znaleźć luki. Czapki z głów, czytelnicy!

Jedynym zgrzytem jest w pewnym momencie odniesienie do polityki, w którym pisarz zaczął wychwalać... ustrój socjalistyczny (sic!). I nie mam pojęcia, czy naprawdę w to wierzył, czy jest to ingerencja cenzury (cała akcja dzieje się w mieście kapitalistycznym), bez której nie wydałby książki.

Ocena: 5/6

13 kwietnia 2010

Projekt Nobliści

W związku z dokooptowaniem mojej osoby do tego ciekawego wyzwania, melduję, że dotychczas przeczytałam książki 22 autorów. Postawiłam im 6 szóstek i wyróżniłam je kolorem zielonym. Fioletowy kolor oznacza, że jeszcze przeczytam i/lub dokończę coś tych autorów. I tak:

  • Henryk Sienkiewicz: Janko Muzykant, Latarnik, Krzyżacy (oceny: 4) oraz Ogniem i mieczem, Quo vadis i W pustyni i w puszczy (oceny 6). Bardzo lubię tego autora, wielki talent, nawet kiedy pisze z tezą, robi to wyśmienicie. Quo Vadis to była pierwsza książka, nad którą wylewałam łzy.
  • Knut Hamsun: Błogosławieństwo ziemi (5) i Głód (3), świetny pisarz, polecam się zapoznać. Historię rolników czytałam od deski do deski, ja mieszczuch, nie wiedzieć czemu.
  • Sigrid Undset: Krystyna, córka Lawransa (5,5) Wspaniały styl, wciągająca książka, oddanie realiów historycznych.
  • Thomas Mann: Czarodziejska góra (nie skończyłam, chcę powtórzyć) Ciężka pozycja, chyba byłam za młoda na to wtedy.
  • Herman Hesse: Demian (2), Baśnie (3) i Wilk stepowy (6) "Must read" w wieku -nastu lat.
  • André Gide: Lochów Watykanu (4) Solidne, ale bez większych wrażeń.
  • Thomas Stearns Eliot: Ziemia jałowa (chcę powtórzyć) Byłam za młoda!
  • William Faulkner: Światłość w sierpniu (4) Gorące, lepkie, ciężkie południe Stanów Zjednoczonych, byłam wykończona po lekturze.
  • François Mauriac: Kłębowisko żmij (4) i kłębowisko emocji, na pewno coś przeczytam jeszcze tego pana.
  • Ernest Hemingway: Komu bije dzwon (nie skończyłam), Stary człowiek i morze (2) Nie znoszę tego pisarza, książki dla mężczyzn, mnie taki minimalizm w powieściach razi, nie potrafiłam utożsamić się z żadnym bohaterem ani nikogo choć trochę polubić.
  • Albert Camus: Obcy (5), Dżuma, Upadek (oceny 4) Powieść i filozofia w jednym.
  • John Steinbeck: Na wschód od Edenu (5) Wspaniała książka z jeszcze lepszą filozoficzną końcówką.
  • Samuel Beckett: Czekając na Godota (4), Końcówka (4,5) Dobre, męczące, ale dobre.
  • Aleksander Sołżenicyn: Jeden dzień Iwana Denisowicza (4,5), Odział chorych na raka (6) Geniusz...
  • Saul Bellow: Herzog (1) Nigdy więcej nie sięgnę po książkę tego autora, wynudziłam się strasznie, wydumane do bólu to było według mnie.
  • Czesław Miłosz: trochę tomików, ale ich nazwy zatarły mi się w pamięci (zamierzam go jeszcze poczytać) Nagroda w pełni zasłużona.
  • Gabriel García Márquez: Szarańcza, Nie ma kto pisać do pułkownika (oceny 4), Zła godzina (5), Sto lat samotności (6), Kronika zapowiedzianej śmierci (4,5), Generał w labiryncie (3,5), O miłości i innych demonach (5) Realizm magiczny bardzo mi odpowiada.
  • William Golding: Władca much (5) Polecam, książka się w ogóle nie zestarzała.
  • Claude Simon: Droga przez Flandrię (2,5) Strasznie męczyłam się przy tej książce, bardzo wymagająca literatura. Jednak coś we mnie zostawiła, do dziś pamiętam obraz martwego konia, spadających kropel i to przygnębienie...
  • Wisława Szymborska: sporo tomików, ale ich nazwy zatarły mi się w pamięci (zamierzam ją jeszcze poczytać) Nagroda w pełni zasłużona.
  • José Saramago: Miasto ślepców (5) Duży talent.
  • Günter Grass: Blaszany bębenek (2) Oj nie, Grass mi wyjątkowo nie leży.
Listy do przeczytania jako takiej nie robię. Chciałabym przeczytać choć jedną książkę każdego autora, czasem też przeczytać inne książki pisarzy już mi znanych (dlatego też brak ograniczenia czasowego w tym przypadku jest świetnym pomysłem!).

* obraz: Hugo Simberg Garden of Death