27 maja 2014

Konkurs

Zapuściłam Mikropolis strasznie, mam trochę wyrzutów sumienia, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jest szansa, że jeszcze kiedyś odżyje mój mały zakątek.
Okazji do konkursu nie ma żadnej, po prostu dostałam książkę do recenzji, której nie zamawiałam. Niespodzianka to miła, jednak jak już kiedyś pisałam, w takich przypadkach zdecydowałam oddawać taki egzemplarz osobom faktycznie zainteresowanym. Oto ona:
Warunkiem jest zamieszczenie recenzji po jej lekturze na swoim blogu lub wybranym portalu dotyczącym książek do 31 lipca 2014r. Proszę podesłać mi potem linka, na pewno zrobię odnośnik u siebie.
Pytanie konkursowe: co dla Ciebie oznacza mieć klasę?
Odpowiedzi proszę zamieszczać w komentarzach do 1 czerwca. Ciekawe ile osób się zgłosi, mój blog pewnie już niemal zaginął w czeluściach internetu...
Wysyłka na mój koszt.

***
8 czerwca 2014
Książka, oczywiście, trafia do prowincjonalnej nauczycielki ;)
Jej recenzja

26 kwietnia 2014

Janusz Głowacki - Z głowy

Wydawnictwo: Świat Książki, 2004
Stron: 270

Zbiór felietonów/wspomnień (?) dramaturga, prozaika i scenarzysty, Janusza Głowackiego. Przyznaję się, wcześniej w ogóle go nie kojarzyłam, stąd moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jest współautorem scenariusza do Rejsu.

Zaczyna od wizyty w Anglii w 1981, gdzie najpierw utknął ze względu na stan wojenny w Polsce, by potem przenieść się do USA i tam ostatecznie osiąść. Głowacki nie prezentuje raczej pisarstwa, które do mnie trafia, pewnie więc dlatego dotąd na niego nie natrafiłam. 

W jego felietonach podobała mi się szczerość, nawet jeśli przybierał jakąś pozę, np. mituwisizm, szybko potrafił ją wyśmiać i odrzucić. Nie robił z siebie żadnego anioła, niczego nie ukrywał. Czasem aż przesadzał z opisami swoich i cudzych imprezowo-alkoholowych doświadczeń i te fragmenty interesowały mnie najmniej. Za to w tych dotyczących emigracji miał moją pełną uwagę. Żadnego koloryzowania, zero pozłotki, tylko sama prawda, np. o tym, że jak jest się tam, to każdy Polak codziennie myśli czy może jednak nie wracać i tak stale, niezależnie od stażu na emigracji. No i jeszcze jedno: Z głowy to też skarbnica anegdot i historyjek o znanych artystach; można się niejednego dowiedzieć :)

Ocena: 3,5-4/6

20 grudnia 2013

Kawa i książka

Jakiś czas temu znalazłam to na stronie http://www.mymodernmet.com/ . Sławni pisarze reprezentowani przez różnego rodzaje kawy (lub inne napoje). By Gianluca Biscalchin. Enjoy ;)


14 grudnia 2013

Sylvain Tesson - W syberyjskich lasach

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc, 2013
Pierwsze wydanie: Dans les forets de Siberie, 2011
Stron: 211
Tłumacz: Anna Michalska

Nie wiem, czemu aż tyle zajęło mi napisanie posta o tej książce. Znaczy wiem, ale wydaje mi się, że przeraziła mnie też ilość fragmentów, które sobie w niej zaznaczyłam i teraz czeka mnie ich przepisanie :)

Tesson spełnił marzenie wielu, a przynajmniej moje: zaszył się w głuszy. Co prawda tylko (lub aż) na pół roku, ale zawsze. Zabawnie motywuje swoją decyzję: Ostatnia skrzynka to książki. Jeśli ktoś mnie spyta, dlaczego przyjechałem na to odludzie, powiem, że miałem zaległości w lekturze. Przybijam deskę nad pryczą i ustawiam na niej książki. Mam ich z 60. W Paryżu starannie przygotowałem idealną listę. Kiedy człowiek podejrzewa, że jego życie wewnętrzne nie jest wystarczająco bogate, musi wziąć ze sobą dobre książki, żeby wypełnić własną pustkę. (s. 23). Albo: Wreszcie się dowiem, czy mam życie wewnętrzne. (s. 27). Potwierdzam - ma, niektóre z jego codziennych zapisków są bardzo filozoficzne. A raz na jakiś czas rzuca jedno zdanie, które idealnie oddaje długie przemyślenia: Myśl, że trzeba zrobić zdjęcie, jest najlepszym sposobem na zabicie intensywności chwili. (s. 138).

Rozmyśla on o sobie, o Rosjanach i Słowianach ogólnie, przeżywa osobisty dramat pod koniec pobytu, obserwuje z rzadka pojawiających się tubylców lub turystów. Trudno o tej książce pisać, zdecydowanie lepiej przekazać głos cytatom. 

I John Burroughs w "Sztuce widzenia rzeczy": "Ton, jakim rozmawiamy ze światem, jest tym samym, jakiego świat używa w stosunku do nas. Kto daje to, co ma najlepszego, dostaje najlepsze". Sami jesteśmy odpowiedzialni za ponurość naszego życia. Świat jest szary od naszej własnej banalności. Życie wydaje się blade? Zmieńcie życie, zmieńcie chatę. Jeśli w głębi lasu świat wciąż wydaje się ponury, a otoczenie nie do zniesienia, to znaczy, że macie problem z własną osobą! (s. 161). 
Słowianie mogą godzinami wpatrywać się w krople na szybach. Czasem wstają, napadają na jakiś kraj, robią rewolucję, a potem wracają marzyć u okna w przegrzanej izbie. Zimą na okrągło piją herbatę i nie chce im się wychodzić z domu. (s. 28)
Deptać śnieg, to nie móc znieść dziewiczości świata. Zaczyna się od niszczenia niepokalanych zboczy, a potem masakruje się Polaków. (s. 33)

Podoba mi się też, jak zagłębia się w samego siebie, ma tyle czasu dla siebie, o jakim my zazwyczaj marzymy. Skąd się we mnie bierze upodobanie do aforyzmów, błyskotliwych powiedzeń i formułek? Dlaczego wolę jednostki od zespołów, pojedyncze osoby od grupy? Z powodu mojego nazwiska? Tesson (kawałek stłuczonego szkła) to fragment czegoś, co było. Forma zachowuje wspomnienie butelki. Tesson byłby więc istotą tęskniącą za straconą całością, kimś, kto pragnie nawiązać kontakt ze Wszystkim. To właśnie robię, upijając się w syberyjskich lasach. (s. 70).
Czy to zmęczenie? Kiedy wstaję w południe, trwam w miękkim otępieniu. Błoga perspektywa: dzień nie przyniesie mi niczego nowego. Nikt nie przyjedzie, nie mam nic do roboty, niczego nie potrzebuję, nie muszę z nikim rozmawiać. (s. 192). 
Życie w chacie jest papierem ściernym. Zdziera farbę z duszy, obnaża człowieka, umysł od niego dziczeje, a ciało porasta włosem, ale na dnie serca rozwija najczulsze receptory. Eremita zyskuje na łagodności to, co traci na manierach. (s. 199).

Ciekawie dywaguje też na temat odosobnienia, pustelników i odcinania się od systemu. Myślę, że ta książka to też pochwałą minimalizmu. Piszę na drewnianym stole, psy śpią  na ciepłym piasku. Wszystko jest ciche, napięte i jasne. (s. 164). Walt Whitman: "Nie mam nic wspólnego z tym systemem, nawet na tyle, żeby mu się przeciwstawiać". (...) kiedy odkryłem Źdźbła trawy, nie wiedziałem, że ta lektura zaprowadzi mnie do syberyjskiej chaty. (s. 92). To życie przynosi spokój. Co nie znaczy, że wygasają wszelkie pragnienia. Chata nie jest wprowadzeniem do buddyzmu. Pustelnia zawęża ambicje do realnych możliwości. Zmniejszając wachlarz działań, pogłębia się każde doświadczenie. Lektura, pisanie, rybołówstwo, wspinaczka, łyżwy, spacery w lesie... Życie ogranicza się do jakichś piętnastu zajęć. Rozbitek cieszy się wolnością absolutną, lecz ograniczoną do wyspy. (...) Eremita zrezygnowany? Nie bardziej niż mieszczuch, który w świetle bulwarowych iluminacji uświadamia sobie nagle, że życia mu nie wystarczy do spróbowania wszystkich pokus festynu. (s. 104). Otulony śpiworem, słyszę trzask ognia. Nic nie może się równać z samotnością. Do szczęścia brakuje mi jedynie kogoś, komu mógłbym to powiedzieć. (s. 113). Odosobnienie jest buntem. Wycofać się do pustelni, to zniknąć z ekranów kontrolnych. Eremita staje się niewidoczny. (...) Uprawia hacking na odwrót, wychodzi z gry. Nie musi zresztą zaszywać się w lesie. Rewolucyjny ascetyzm można praktykować w środowisku miejskim. Społeczeństwo konsumpcyjne pozostawia wolny wybór. Wystarczy nico dyscypliny. W warunkach wszelkiej obfitości ktoś może żyć w zbytku jak pasza, ale kto inny może bawić się w mnicha i pościć wśród książek. Udaje się wówczas do wewnętrznego lasu, nie wychodząc z własnego mieszkania. "Społeczeństwo konsumpcyjne" to nieco paskudne określenie, powstałe w umysłach dużych dzieci, które mają za złe, że były rozpieszczane. Nie mają siły się zmienić i marzą, żeby je zmusić do umiarkowania. (s. 92). Zawsze spóźniamy się z życiem. Czas nie daje drugiej szansy. Życie rozgrywa się od razu na czysto. A ja uciekłem do lasu, zostawiając je za sobą. (s. 173). Jego brak litości dla siebie samego wzbudza mój szacunek. Gdy z dalekiego świat dociera do niego pewna informacja, przeżywa załamanie i nie pomija tego wątku w swoich rozmyślaniach; pozwala jednocześnie, żeby te uczucia przepłynęły przez niego aż do ich naturalnego wygaśnięcia. Zatopiłem statek swego życia i zdałem sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy woda przelewała się przez burty. (s. 174). 

W syberyjskich lasach to też kopalnia przemyśleń o książkach i czytaniu. Czytanie kompulsywne zwalnia z obowiązku posuwania się w lesie medytacji w poszukiwaniu polanek. Książka po książce zadowalamy się rozpoznawaniem myśli, które intuicyjnie przeczuwaliśmy. Lektura ogranicza się do sformułowania idei, które nosiliśmy w sobie, lub sprowadza się do utkania sieci połączeń między dziełami setek autorów. (s. 193). Dość ironiczne, przyznaję. I tu: "Niebezpiecznie jest otwierać książki. (s. 92).

Ocena: 4,5/6

27 sierpnia 2013

Arne Dahl - Wody wielkie


Wydawnictwo: Czarna Owca, 2013
Pierwsze wydanie: De Storsta Vatten, 2002
Stron: 422
Tłumacz: Robert Kędzierski

Zmiana wydawcy, zmiana tłumacza. Piąta część serii kryminałów o drużynie A. Świetna, wciągająca książka! I naprawdę mam nadzieję, że Czarna Owca wyda następne części... Teraz ciągle mam ochotę na kryminały, najlepiej skandynawskie, może też dlatego tak mi się podobało.

Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Kerstin Holm i jej zmagania z przeszłością. Drużyna bierze pod lupę jej byłego chłopaka, też policjanta. Sprawa okazała się mieć drugie, a nawet trzecie dno. Dodatkowo zaczyna łączyć się z inną zagadką (akurat ten trick Dahl zastosował już w Na szczycie góry), w której główną rolę gra samobójca i jego tajemniczy list pożegnalny.

Wydaje mi się, że w tej części jest trochę mniej o pozostałych członkach drużyny. Czasem autor to przemycał, ale oczekiwałam większej obszerności :) Zżyłam się z nimi, polubiłam ich samych i różnorodność tej grupy. Już sobie znalazłam serial na podstawie tej serii i zamierzam się nim zainteresować.

Tradycyjnie Dahl sporo pisze o Szwecji, nienachalnie, raczej między wierszami. Z jednej strony fascynuje mnie Skandynawia, ichniejsze uporządkowanie, wygoda i racjonalność. Z drugiej przeraża mnie nadmierna ingerencja państwa w ich życie, kontrola i łatwość inwigilacji. Zawsze coś za coś.

Ocena: 5/6
 
p.s. Post wstawiony przez IE! Blogger znowu nie działa na Mozilli...