29 września 2010

Herta Müller - Głód i jedwab

Wydawnictwo: Czarne, 2008
Pierwsze wydanie: 1997
Liczba stron: 200
Tłumacz: Katarzyna Leszczyńska

Literacka Nagroda Nobla 2009

Ciężka pozycja. Müller ciągle wpadała w moje ręce i za każdym razem nie zdążyłam przeczytać jej książki przed terminem jej zwrotu. Tym razem mi się udało. I dobrze, w końcu wstyd nie znać noblistki, niezależnie co się samemu myśli o decyzjach Komitetu.

W trakcie lektury czułam pewien dysonans. Z jednej strony kobieta, która pisze tylko o strachu, o złości, o krzywdach swoich i innych, z drugiej ze zdjęcia patrzyła na mnie mocno umalowana, roześmiana kobieta. Przeczytałam też notki o pozostałych jej książkach i właściwie wszystkie dotyczą tego samego tematu - dyktatury w Rumunii. Wdaje mi się przez to trochę zasklepiona w swoim smutku, we wspomnieniach, jakby była już złamana na całe życie. Nie wiem czy to prawda, mam po prostu takie wrażenie. A znam ludzi też pokiereszowanych przez los w PRL, którzy zostawili to jednak za sobą. Może Herta traktuje pisanie jako formę autoterapii, próbę przetrawienia tego, co się stało. Za młoda jestem, żeby oceniać jej postawę. I przyznaję, że w porównaniu z tym, co pisze o Rumunii, to PRL po 1956r. jawi się jako państwo, w którym jednak dało się jakoś żyć. A ja to mam z nim wspomnienia co najwyżej powiązane z najfajniejszym okresem mojego dzieciństwa. Zresztą, jako dziecko przyjmowałam jako naturalne puste sklepy i kartki na jedzenie, bo nie byłam jeszcze wtedy w wieku, w którym przychodzi zastanowienie. A Müller wspomnienia ma straszne: codzienny strach, okropne traktowanie kobiet jak fabryki dzieci, pokątne mordowanie ludzi, kłamstwa i kult jednostki.

To nie jest proza dla każdego, myślę, że im ktoś młodszy, tym bardziej bym zalecała poczekanie z jej lekturą. Niby to eseje, ale bardzo pachnące prozą, podejrzewam, że jej książki są właśnie w takim stylu. Zmierzę się jeszcze z "Sercątkiem", ale po dłuższym czasie. Czytanie tego siada kamieniem na sercu i ciąży. Trzeba potem odpocząć.

Ocena: 4/6

P.S. Mam okropny kryzys blogowy, bardziej mnie nie ma niż jestem :(

18 września 2010

Jacek Hugo-Bader - Biała gorączka

Wydawnictwo: Czarne, 2009
Liczba stron: 391

Nastawiłam się na reportaże napisane w trakcie podróży Badera z Moskwy do Władywostoku. Szybko jednak wpadłam w konsternację, bowiem okazało się, że reportaże te są z różnych lat, nie tylko z Rosji, ale też innych krajów, które kiedyś były częścią ZSRR. Kilka z nich, zresztą, miałam okazję przeczytać już w "Dużym Formacie".

Zastanawiam się czy są jakieś reportaże w konwencji "widziałem szczęśliwych Rosjan", ponieważ Biała gorączka to kolejny kamyczek do ogródka krytyków tego największego państwa świata. Odkąd pamiętam Rosja wzbudzała we mnie pewną niechęć, nie ufam temu krajowi i nie mogę uwierzyć, że można pozwolić na takie zaniedbania i absurdy wśród własnego narodu. A przecież Rosja ma wspaniałe tradycje, literatura rosyjska jest moją ulubioną i jedną z najwybitniejszych na świecie, są tam genialni uczeni i uznane ośrodki badań. Kurczę, i to wszystko można tak (z)marnować! Krew człowieka zalewa, choć to nie mój kraj... Może to są skutki rządzenia za dużym państwem? Ogarnięcie takiej powierzchni i takiej masy ludzi wydaje się wręcz niemożliwe? Wydaje się to szczególnie trudne kiedy nie ma się tradycji demokratycznych. Dobra, dość analiz.

Reportaże Badera mówią najczęściej o ludziach z nizin społecznych, o tych zapomnianych przez państwo, którym nierzadko grozi wyginięcie, biednych (a często żyjących już w nędzy). Jest to morze cierpienia, strasznych biografii, niesamowitych wypadków życiowych, bezradności, alkoholizmu, braku nadziei. Te teksty nie napawają optymizmem na przyszłość. Naprawdę, dalsze losy Rosji widzę w czarnych barwach, jakby tam się nic nie zmieniało. Jest przeżarta korupcją od samego dołu aż po szczyt i jest to powszechnie akceptowane na zasadzie przyzwyczajenia i braku wiary, że można to zmienić.

Najbardziej podobały mi się reportaże, które mówiły o szamanach różnych narodów w Rosji. Jest to fantastyczny element wschodniego folkloru, który zasiewa ziarno zwątpienia w duszach materialistów. Jest to cały kalejdoskop interesujących ludzi i ich losów. Przerażające są natomiast wszystkie rozdziały, gdzie alkoholizm, życiowa nieporadność i upadek wszelkich wartości są głównym tematem. Włosy dęba stają podczas czytania. Wydaje się to zaklętym kołem, w którym zostawione sobie samym lub porzucone dzieci powielają wszystkie błędy rodziców i bezwiednie staczają się na dno.

Ważna lektura, polecam. Też wydana bez zarzutu, zero literówek, trochę zdjęć plus mapa z trasą dziennikarza. Proszę tylko nastawić się na ogarniające czytelnika przygnębienie (nie licząc jednego zabawnego akcentu na poczcie, ale i on pokazuje rosyjską biurokrację, która oplata ten kraj).

Ocena: 5 - 5,5/6

16 września 2010

Anonim - Kobieta w Berlinie. Zapiski z 1945 roku

Wydawnictwo: Świat Książki, 2004
Pierwsze wydanie: 2003
Liczba stron: 200
Tłumacz: Barbara Tarnas

Ta książka pokazuje najgorszą stronę wojny i jak łatwo dochodzi do powszechnego zezwierzęcenia. Młody chłopak, w swojej wsi, przy rodzinie, jest zwyczajnym, spokojnym człowiekiem. Młoda kobieta zakochuje się, słucha w domu Beethovena, podróżuje po Europie. Przychodzi wojna i zmiata ten stary świat jak śmieci z podłogi. Nikt i nic się tej sile nie może oprzeć.

Wstrząsające zapiski kobiety, która przeżyła zdobycie Berlina wiosną 1945 roku. Jej dziennik opisuje okres kwiecień - czerwiec, jest bardzo szczegółowy, niczego nie zataja, ale nie jest zbyt dosadny, wulgarny. Wydaje się być momentami beznamiętny, ale jednocześnie jest jedynym sposobem, żeby poradzić sobie z bezmiarem tego koszmaru. Mężczyźni zachowują się jak zwierzęta, udowadniając, że to nimi rządzą hormony w większym stopniu niż kobietami. Gwałci też Polak, jest względnie delikatny i się tłumaczy, ale i tak jego popęd jest ważniejszy od godności całej ludzkości świata, a co dopiero jakiejś starszej wdowy. Z drugiej strony sporo kobiet próbuje znaleźć jakiś porządek w tym chaosie, dla własnego bezpieczeństwa. Więc zgadzają się na"ochronę" oficerów w zamian za jedzenie, za możliwość bycia własnością tylko jednego żołnierza. Myślałam, że czegoś takiego nie da się przeżyć, że nie można sobie tego jakoś w głowie poukładać, a potem się otrząsnąć. Da się. Jest to szokujące, ale ten pamiętnik do dowód na to jak nieprawdopodobnie silne są kobiety.
W dawnych wojnach mężczyźni mogli się chełpić, że tylko oni mają przywilej śmierci i bycia zabijanym za ojczyznę. Dziś kobiety też mają w tym swój udział. To nas przeobraża, sprawia, że stajemy się świadome własnej wartości. U schyłku wojny następuje, oprócz wielu innych klęsk świata, także klęska mężczyzn jako płci. (s. 37)
Zastanawiam się jak było w tej części Niemczech zajętej przez Amerykanów. Nie sądzę, żeby ten opis się specjalnie różnił, może byli bardziej cywilizowani, ale zło jest złem. I czy możemy powiedzieć, że im się należało? Nie chcę świata, który tak rozumuje, który chce zniżać się do poziomu oprawcy. W każdym razie w posłowiu są przytoczone słowa autorki: "Żadna z ofiar nie może nosić swoich cierpień niczym cierniowej korony. Ja w każdym razie mam uczucie, że to, co mnie spotkało, wyrównało w pewien sposób rachunek". Straszna książka, wywołała mnie masę przemyśleń, tu jest ich tylko mała część. Polecam lekturę, ale tylko osobom o silnych nerwach i nie w hurra-optymistycznym nastroju, bowiem jest bardzo ponura i dołująca.

Książka została wydana bardzo dobrze, zmieniłabym jednak tę fatalną okładkę, aż się prosi o jakieś historyczne zdjęcie, np. to lub to.

Ocena: 5/6

11 września 2010

Tove Jansson, Sami Malila - Mądrości Tatusia Muminka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010
Pierwsze wydanie: 2005, Finlandia
Liczba stron: 47
Tłumacz: Teresa Chłapowska, Irena Szuch - Wyszomirska, Anna Buncler

Mówiąc krótko, Tatuś Muminka rządzi ;) Co tam mięczakowaty Muminek, Tatuś to dopiero ma świetne teksty! Zaraz po Małej Mi jest moim ulubieńcem za tę filozoficzną postawę życiową, umilanie sobie życia, zachwyt nad prostymi rzeczami. Jego powiedzonka zostały wybrane, moim skromnym zdaniem, o wiele lepiej, bardziej pasują do tych małych rozdzialików i są rozkosznie zabawne i mądre. Taki Tatuś to skarb w domu i ginący gatunek. Mała próbka:
Postanowił być równie milczący i tajemniczy jak Hatifnatowie. Milczenie prawdopodobnie wzbudzało ogólny szacunek. Wszyscy myśleli wówczas, że się wie bardzo dużo i żyje ogromnie emocjonująco. (...) I nie można też było porzucić wielkich i niebezpiecznych myśli, szukając ratunku w małych i zwykłych, bowiem wówczas Hatifnatowie mogliby dojść do wniosku, że pomylili się co do niego i że w istocie był zupełnie zwykłym werandowym Tatusiem... (z "Opowiadania z doliny Muminków", s. 123 - 124)
I muszę dodać, że naprawdę było mi trudno wybrać tylko jeden cytat do tej recenzji ;) Podsumowując: polecam fanom Muminków, warto skupić się na swoim ulubionym bohaterze i zajrzeć do takiej małej książeczki. Rysunki są cudne i znowu ta Muminkowa zakładka (poniżej).

Ocena: 5/6

10 września 2010

Annie Proulx - Tajemnica Brokeback Mountain

Wydawnictwo: Rebis, 2006
Pierwsze wydanie: 1997
Liczba stron: 54
Tłumacz: Konrad Majchrzak

Pewnie widzieliście film. Jeśli nie, to polecam nadrobić zaległości, ale najpierw przeczytać to krótkie opowiadanie. W moim przypadku akurat najpierw był film, potem pierwowzór. Zazwyczaj unikam takiej kolejności, tym razem nie wiedziałam, że w ogóle wcześniej był jakiś tekst.

Myślałam nawet, że to będzie powieść, a tu taka cieniuchna książeczka. Liczy się jednak jakość, a nie ilość i Tajemnica Brokeback Mountain jest tego dobrym przykładem. Jest tam taka skondensowana ilość emocji, że aż czasem trzeba oderwać wzrok, spojrzeć za okno i odetchnąć. Właśnie tak to sobie wyobrażałam, miałam nadzieję, że książka mnie nie zawiedzie, ponieważ film zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Pełna miłości i walki ze sobą, nostalgiczna opowieść, bardzo dobrze zarysowane charaktery głównych postaci, przemyślane dialogi, odmalowanie krajobrazu. Jest dokładnie tak, jak miało być. Napisała to kobieta i teoretycznie powinno być jej ciężko napisać o dwóch wiejskich chłopakach, którzy na przekór wszystkiemu, a nawet samym sobie - zakochują się w sobie. Potem stają się mężczyznami i tutaj też nie czuć było żadnego fałszu, pisarka rozumiała ich, jakby doskonale znała męski świat. Według mnie Proulx powołała do życia prawdziwych ludzi, którzy szybko zaczęli żyć własnym życiem, niezależnymi od swojego stwórcy. Rewelacyjna robota!

Do książki dołączono też krótki esej autorki, w którym pisze o powstawaniu opowiadania (zmieniała je około 60 razy!) oraz o drodze do jego ekranizacji. Też warto to przeczytać. Widać jej znajomość wiejskiego środowiska Wyoming i podobnych. Sądzę, że jeszcze przeczytam jakąś jej książkę, podoba mi się jej styl.

Ocena: 6/6

9 września 2010

David S. Landes - Bogactwo i nędza narodów. Dlaczego jedni są tak bogaci, a inni tak ubodzy.

Wydawnictwo: MUZA SA, 2000
Pierwsze wydanie: 1998
Liczba stron: 734
Tłumacz: Hanna Jankowska

Polecam, polecam, polecam! Każdemu zainteresowanemu tematami społecznymi i/lub ekonomicznymi zwłaszcza. Ale nie tylko. Książka pozwala zrozumieć procesy zachodzące od setek lat, które sprawiły, że jesteśmy w tym punkcie historii gospodarczej, a nie innym. Obecny stan nie jest wynikiem ostatnich lat, tylko całej historii gospodarczej naszej planety. Można sobie popatrzeć na świat z perspektywy niemalże kosmicznej i przyglądać się ludziom jak małym Simom w jakiejś skomplikowanej grze. Landes zabiera czytelnika a to do Ameryki Południowej, a to do Chin, trzyma nas za rękę i prowadzi przez wszystkie wieki i zawirowania historii. Pokazuje nam trud człowieka, jego ambicje, ciekawość, potknięcia, brak zrozumienia dla innych, ignorancję i osiągnięcia. Jednocześnie stawia sprawy prosto:
Żyjemy w świecie, w którym panuje nierówność i zróżnicowanie. Można go z grubsza podzielić na trzy kategorie państw: takie, w których wydaje się mnóstwo pieniędzy na odchudzanie; takie,w których ludzie jedzą, żeby żyć, i takie, gdzie ludzie nie wiedzą, skąd zdobyć następny posiłek. (s. 17)
Czytało mi się to czasem jak powieść, tak porywająco pisze autor. np. przytacza złośliwy list króla Manuela (Portugalia) do Ferdynanda i Izabeli (Hiszpania) o odkryciu Indii:
Nie omieszkał wspomnieć o korzeniach, drogich kamieniach i "kopalniach złota". Ani słowa o szkorbucie, zdziesiątkowanych załogach, muzułmańskich kupcach i niepowodzeniach w handlu. Takiego miejsca szukał Kolumb, ale nie znalazł. Możecie się wypchać. (s. 113) ;)
Czuć w tym wszystkim rękę historyka i umiejętność łagodzenia ciężaru wziętego na warsztat tematu jakaś anegdotą, opowiastką, przytoczeniem faktów z codziennego życia zwykłych ludzi. Wcale też nie uważa, że kraje Trzeciego Świata należy pozostawiać samym sobie, to by było wręcz nieodpowiedzialne.
Nasze zadanie (bogatych krajów) polega na tym, by we własnym i cudzym interesie pomóc biednym stać się bogatszymi i zdrowszymi. Jeśli tego nie zrobimy, będą chcieli sobie wziąć to, czego nie są w stanie wyprodukować. Nie mogąc zarobić na eksporcie towarów, będą eksportować ludzi. Krótko mówiąc, bogactwo działa jak magnes, bieda zatruwa i może wywołać gniew. Podziału wprowadzić się nie da, nasz pokój i dobrobyt zależą w dłuższej perspektywie od dobrego samopoczucia innych. (s. 18)
Zauważa ofiary postępu gospodarczego, wytyka niektórym izolacjonizm, który nie przyniósł tym narodom niczego dobrego, chwali tych, którzy potrafią się od innych uczyć. Najbardziej podobał mi się rozdział pierwszy, który bierze na tapetę... geografię - wyklętą dziedzinę nauki, bo niesprawiedliwa, nie dającą nadziei, rozsądna. Kto by pomyślał, że historyk jest w stanie tak ciekawie i fachowo pisać o gegrze właśnie! I można na nim polegać jak to na historyku - opiera się na faktach, wyliczeniach i statystykach, a jednocześnie rozszyfrowuje te dane (np. co oznacza jakaś tam średnia dana na rok w codziennym życiu). Świetne są tez rozdziały o wynalazkach średniowiecza, odkryciach geograficznych i Japonii (sporo o niej pisze, bo jest lub jeszcze niedawno była w wielu dziedzinach the best). I co najważniejsze, moim zdaniem, ta lektura daje odpowiedź na pytanie tytułowe. Jak widać po liczbie stron, nie jest ona prosta i krótka, dlatego żaden polityk Wam tego nie powie ;)

Bogactwo i nędza narodów zostały wydane wręcz perfekcyjnie: twarda i ładna okładka (ta nowa, brązowa jest fuj), doskonałe tłumaczenie, korekta, która właściwie nie zostawiła żadnych błędów i do tego zszyte kartki.

Ocena: 5/6

8 września 2010

Cormac McCarthy - Krwawy południk

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010
Pierwsze wydanie: 1985
Liczba stron: 439
Tłumacz: Robert Sudół

Nie spodziewałam się takiej akurat książki. Po tych wszystkich zachwytach nad McCarthy'm obstawiałam chyba jednak inny rodzaj opowieści. Oczywiście, pisze on w naprawdę mistrzowski sposób, jest ascetyczny i surowy w swoim pisaniu, ale nie tak jak nielubiany przeze mnie Hemingway. Pozostawia jednak wiele swobody czytelnikowi w dopowiadaniu sobie pewnych rzeczy i w ogóle nie stara mu się podlizać i mu dogodzić.

Zasadniczo jest to historia Dzieciaka (bo tak jest nazywany), który przemierza Dziki Zachód i jakoś musi sobie w nim radzić. Dołącza do grupy mężczyzn, którym płaci się za zabijanie Indian. Jest on jak łódeczka na wielkim, wzburzonym oceanie. Zdarzenia jego życia są dziełem losu, przypadku, przeznaczenia, do wyboru. Sama obstawiam przeznaczenie i ono jest dla mnie tematem tej powieści. Nic o nim nie wiemy. Nawet zamykając książkę, nadal ma się takie wrażenie, że jest to dla nas ktoś obcy. I to właśnie mnie tak zaskoczyło nieprzyjemnie, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z takim zabiegiem pisarza. Robił wszystko, byleby tylko czytelnik nie przywiązał się w jakiś sposób do głównego bohatera ani do żadnego innego. Jakby wręcz sam go za bardzo nie lubił. A to jedna z naczelnych zasad powieści, nawet jeśli główna postać to czarny charakter, musi on czymś zainteresować czytelnika, zaintrygować, muszę mieć jakieś wskazówki, żeby trochę zrozumieć dlaczego ten ktoś jest właśnie taki. Tu tego nie ma. Dialogów jest tam niewiele, mężczyźni najczęściej rozmawiają ze sobą tylko wtedy, kiedy jest to absolutnie konieczne. Krajobraz ich otaczający jest odzwierciedleniem ich ubogiego wnętrza: śmiertelne gorąco albo mrozy, pustynie, licha roślinność, skały i góry, wyschnięte koryta rzek i wyludnione osady. Wszędzie bieda, zacofanie, wynaturzenie, śmierć, zero jakiejś odrobiny jasności i dobra. Atmosfera i relacje międzyludzkie przypominały mi westerny Sam'a Peckinpah'a. Ludzie natomiast przemierzają swoją drogę jak w "Czasie apokalipsy" Coppoli, wchodzą w tę ciemność coraz głębiej i głębiej, zapominają, że są ludźmi, zaczynają tracić zdrowy rozsądek i zmysły.

Książka mnie nie porwała, jej surowość nie pozwoliła mi zrozumieć kogokolwiek z bohaterów, do tego sporo dialogów jest w języku hiszpańskim, których nie przetłumaczono. To wszystko mnie irytowało. Jednak nie chciałam przerwać lektury, coś kazało mi ją skończyć, dotrzeć do jej mrocznego jądra. Szkoda, że zakończenie jest takie... nijakie. Nawet nie chodzi o to, że jest niedopowiedziane, otwarte, ale jest wręcz trochę dla mnie niezrozumiałe. Dziwna książka. Dobrze napisana, ale nieprzeznaczona dla każdego czytelnika.

Ocena: 4/6

Inne książki tego autora:

7 września 2010

Tove Jansson, Sami Malila - Mądrości Muminka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010
Pierwsze wydanie: 2005
Liczba stron: 66
Tłumacz: Teresa Chłapowska, Irena Szuch - Wyszomirska, Anna Buncler

Dostałam dość przypadkowo, ale lektura to króciutka i sympatyczna. Muminek nigdy nie był moją ulubioną postacią, ale potrafi rozbroić swoją naiwnością, uprzejmością, dbaniem o samopoczucie innych osób. Nie lubi zimy, samotności i zimnego wiatru, uwielbia ciepło, wiosnę i Mamusię Muminka. Najbardziej podobały mi się dłuższe wybrane cytaty, te krótsze czasem były tak wyrwane z kontekstu, że nie wiedziałam z bardzo o co w nich chodzi. Niektóre są świetne, na przykład to:
Wtedy zwierzątko z krzaczastymi brwiami już zupełnie wyszło z siebie, wstało i znikło.
- I co ja mam teraz zrobić? - powiedział Muminek. - Ono będzie mieszkało pod szafką jeszcze cały rok, nie wiedząc, że chciałem mu tylko powiedzieć coś miłego! (s. 10, z "Zimy Muminków")
Myślę, że to dobry prezent dla wrażliwych, delikatnych ludzi, ale też dla małych chłopców, Muminek nie jest jeszcze do końca przekonany do dziewczynek. I jeszcze coś: w książce jest piękna zakładka w kształcie Muminka! :) Ja tymczasem czekam na "Mądrości Taty Muminka", mojego ulubionego bohatera zaraz po Małej Mi.

Ocena: 4/6

6 września 2010

Kurt Vonnegut - Kocia kołyska

Wydawnictwo: Da Capo, 1994
Pierwsze wydanie: 1963
Liczba stron: 219
Tłumacz: Lech Jęczmyk

Zmienię zdjęcie okładki, jak będę mieć swoje. Starsze wydania mają to do siebie, że trudno je w sieci znaleźć. Moje jednak jest szkaradne niewymownie, więc nie będę się spieszyć.

No to tak. Dałabym wyższą ocenę, ale książka dzieli się na część lepszą i na gorszą. Granica wypada mniej więcej w połowie. Jest absolutnie zaskakująca, bardzo zabawna i pomysłowa. Vonnegut uwielbia żartować, rzucić nieprawdopodobną puentę np. dialogu, a do tego przemyca w tym wszystkich coś poważniejszego. I tak czytam sobie o gościu, który chce napisać książkę o ojcu bomby atomowej i dociera do jego rodziny. Pojawia się tajemniczy lód - 9 (siejąca śmierć broń), trafiają na tropikalną wyspę rządzoną przez dyktatora, na której panuje dziwna religia: bokononizm (chyba najciekawszy punkt historii). Ale uwaga! Już na wstępie książki jesteśmy ostrzegani, że wszystko to łgarstwo i nie należy wierzyć w ani jedno słowo pisarza. Nawet ta religia opiera się na kłamstwie i obnaża ludzką skłonność do głupoty i wiary w najbardziej absurdalne rzeczy.

Fabuła jest prosta, rozdziały króciutkie, nawet jak coś się komplikuje, zostaje to opisane w kilku zdaniach, wszystko jak w bajce dla dzieci niemalże. Uśmiałam się przy niej szczerze i nawet zaczęłam się zastanawiać dlaczego właściwie nie podobała mi się jego "Rzeźnia numer pięć". Szkoda, że w pewnym momencie historia siada, interesowała mnie już trochę mniej, zamiary pisarza stały się dla mnie czytelne, a zakończenie już jasne jak słońce.

Ocena: 4,5/6

4 września 2010

Łańcuch wrześniowy


Zaproszona przez kalio wymieniam 10 rzeczy, które lubię (kolejność i wybór losowy):
  1. ksiunżki
  2. czytać
  3. czytać o książkach
  4. wybierać książki
  5. układać książki
Z innej beczki:
  1. filmy, których się boję, bo są tak dobre
  2. zwiedzać nowe miejsca
  3. oglądać stare obrazy
  4. spać
  5. wszelkie zwierzęta posiadające mniej niż 6 nóg
Następnym ogniwem będzie (jeśli się zgodzi) nowa osoba w moich zakładkach blogowych, czyli Paweł.

*zdjęcie stąd, strona autora

3 września 2010

Rzucili statystyki! (miło mi)


Nowość wyniuchałam, blogger pokazał mi statystyki. Może gdzieś tam były schowane, kto to wie, jak wiadomo moim guru technicznym od bloga jest Kalio, może ona coś słyszała. Dla mnie w każdym razie to nowość. A ponieważ jak większość moli książkowych uwielbiam statystyki na użytek własny, to ku potomności zaznaczę - co mnie bardzewicz zaskoczyło! - że największe wzięcie mają posty o Skonsumowanych i Raju utraconym! Szok i dezorientacja ;) Pozycja publicystyczna, skomentowana tylko przez 1 osobę oraz pozycja z kanonu literatury. Widzę, że często wyskakują te posty w wyszukiwarce, no to niech se ludziska czytają, może kogoś zachęcę :] Miło mi, nie powiem. Wzięcie mają też Patologie (najs, najs) i of kors popularny cykl Millenium Larssona.

No nic, jak siebie znam będę maniakalnie sprawdzać tę zakładkę blogową. Pozdrawiam zaglądających i dziękuję, że mnie czytacie!